-
Doktor Harniewski (I)
Data: 03.02.2022, Kategorie: sen, frustracja, Autor: Sobicja
Leżał na Edycie, z męskością zatopioną w jej gorącym ciele. Drobna, dwudziestoletnia brunetka z trudem powstrzymywała się od jęków i westchnień, zagryzając cienkie, różowe wargi i przymykając oczy. Oplatała Harniewskiego nogami w pasie, ruszając biodrami w rytmie jego pchnięć, pozwalając, by wchodził w nią jeszcze głębiej, jeszcze mocniej. Lekarz sapał ciężko, czując, że jest bliski końca. Uderzał biodrami o miękkie, jędrne pośladki kobiety, starając się ze wszystkich sił, by sprawić jej przyjemność, nie napełnić jej ciasnego, mokrego wnętrza lepkim nasieniem zbyt szybko. Ścisnął jej drobne piersi, tarmosił je, brakowało mu jeszcze kilku pchnięć, żeby skończyć, dwóch, może trzech… Dzwony wzywające do przygotowań na Poranne Oczyszczenie wyrwały Harniewskiego ze snu, w jednej chwili przywołując go do paskudnej rzeczywistości. Nie był już w swoim gabinecie, nie zaspokajał młodej, niewyżytej nimfomanki, lecz leżał w ciasnym łóżku, na twardym materacu, pod szorstkim, wełnianym kocem. Po drugiej stronie pokoju zaś, spała nie gorąca, piękna pacjentka, lecz tłusta, zapuszczona po urodzeniu piątki dzieci, łysiejąca mimo zaledwie czterdziestu jeden lat na karku, pokryta zmarszczkami, żona Harniewskiego. Musiała mu jednak wystarczyć. Jego męskość była tak twarda, że niemalże bolesna. Płonął z pożądania, wystarczy mu chwila, żeby skończyć, nikt niczego nie zauważy, dzieci jeszcze śpią… Zerwał z żony koc, brutalnie odwrócił ją na brzuch. Zadarł jej koszulę nocną do góry, ...
... odsłaniając pokryte cellulitem, zaniedbane nogi kobiety. Wyobraził sobie, że są smukłe i zgrabne, niczym uda, łydki i kolana pacjentki z jego snu. Chwycił jej majtki, gotów je ściągnąć, a wtedy poczuł mocne uderzenie w twarz.– Jak śmiesz!? Nie zwrócił najmniejszej uwagi na protest kobiety. Szarpnął za jej bieliznę, lecz ona przytrzymała ją, nie pozwalając na odkrycie najintymniejszych części ciała. – Zostaw mnie! Ty dewiancie, ty obrzydliwy zboczeńcu, jak śmiesz się do mnie dobierać o takiej porze, jak śmiesz?! – zepchnęła go ze swojego łóżka, mężczyzna upadł na twardą, zimną posadzkę. Poczuł, jak jego twarz czerwienieje z wściekłości, a dłonie zaciskają w pięści, gotowe oddać żonie, dać jej nauczkę, siłą wyegzekwować swoje prawa małżeńskie… – No dalej – odezwała się kobieta, z twarzą wykrzywioną w grymasie pogardy.– Uderz mnie. Zgwałć mnie, a ja dopilnuję, byś sam stał się pacjentem we własnym ośrodku! Harniewski zacisnął zęby, gotów wrzeszczeć z bezsilności i frustracji. Dlaczego jego małżonka stała się tak oziębła i okrutna?! Wciąż miał przed oczami ich noc miesiąc po ślubie, gdy przybyli do Ośrodka Prokreacji, gotowi, zgodnie ze zwyczajem, spłodzić pierwsze dziecko. Pamiętał, jak zachowała się wtedy jego żona. Była bardzo młoda, nie miała skończonych nawet piętnastu lat, dopiero pół roku wcześniej pojawiła się u niej krew i otrzymała imię męża. Była wystraszona, lecz ciekawa tego, co miało nastąpić, poza tym, chciała jak najlepiej wypełnić swoje zadanie, przyjąć w ...