-
Doktor Harniewski (I)
Data: 03.02.2022, Kategorie: sen, frustracja, Autor: Sobicja
... ...czystość, skromność, a także odporność na pokusy ciała, umysłu i duszy – wyrecytował Harniewski. Jego córka, Irulina powtórzyła te słowa, po czym podniosła się z klęczek, pociągnęła za rączkę zwisającą z sufitu, napełniając blaszane wiadro lodowatą wodą. Przyniosła je ojcu, aby dokonał Porannego Oczyszczenia. Harniewski umył twarz, dłonie i stopy, starając się wypchnąć z umysłu niższe, wulgarne sceny, które nawiedziły go nocą. Przeprosił Harenę, boginię rodziny i małżeństwa za to, że rzucił się tego ranka na żonę, jednocześnie jednak prosząc Maad, boginię płodności, aby jak najszybciej mógł ulżyć swoim pokusom. Jak zwykle, poczuł, że modli się na próżno. Podał wiadro Irulinie, pozwalając jej na Oczyszczenie. Gdy dziewczynka również zmyła z siebie brud i grzechy, wylała wodę, następnie wyszła wraz z ojcem z kaplicy, aby pozwolić reszcie rodziny dokonać codziennego rytuału. Harniewski nałożył na siebie skromne, codzienne ubranie. Odebrał dzienny przydział żywności dla rodziny – zbyt mały, aby najeść się nim do syta i zbyt duży, by umrzeć z głodu. Wystawił czerwony koszyk, w którym go podali, z powrotem przed próg mieszkania, następnie poszedł do kuchni odkroić sobie kawałek ciepłego chleba i sera. Przez cały czas nie zaszczycił małżonki nawet jednym spojrzeniem. Schował niewielką paczkę papierosów, którą dostał, do kieszeni. Cała rodzina była niepaląca, miał jednak nadzieję, że zdoła je wymienić na truskawkowe cukierki dla Iruliny albo inny pożyteczny towar. ...
... Pożegnał się z dziećmi, następnie wyszedł z domostwa. Dzień był chłodny i pochmurny. Gęsta mgła wymieszana z dymem spowijała ponure, szare, wielopiętrowe budynki mieszkalne, sprawiając, że nawet to, co znajdowało się kilkadziesiąt metrów od Harniewskiego, było niemal niewidoczne. Tłumy mężczyzn i kobiet mijały go, spiesząc się do zakładów pracy albo świątyń. Harniewski wlókł się najwolniej, jak tylko umiał, chcąc jak najbardziej skrócić ilość czasu, w którym będzie wystawiony na pokusy w Ośrodku Leczenia Zboczeń i Dewiacji Seksualnych, jednocześnie nie spóźniając się tak rażąco, by dyrektor zwrócił na to uwagę i wniósł o przeniesienie go do innej, dużo gorszej pracy. Dotarł do ośrodka piętnaście minut po ósmej. Zostawił płaszcz w szatni, po czym wszedł na zamknięty oddział. Tam, jak zwykle, przywitał go doskonale znany obraz: Liczne kobiety wychodziły na korytarz, kołysząc biodrami i uśmiechając się wulgarnie. Wiele z nich miało tak spięte sukienki, że podkreślały kształty ich pośladków, bioder, piersi, czy czegokolwiek, czym mogły wzbudzić u lekarza niższe myśli. Kiedyś, Harniewski uwielbiał tę chwilę. Lubieżne spojrzenia badające każdy skrawek jego ciała, odsłonięte skrawki kobiecej skóry, smukłe dłonie usiłujące go dotknąć sprawiały, że serce zaczynało bić mu szybciej, a gorąca krew spływała przyjemnie do krocza. Uśmiechał się wtedy z wyższością, czując się co najmniej tak mocny i ważny, jak Najwyższy Kapłan, Ojciec Przywódca. Zapamiętywał wtedy każdy obraz, każdy, nawet ...