1. Doktor Harniewski (I)


    Data: 03.02.2022, Kategorie: sen, frustracja, Autor: Sobicja

    ... sobie nasienie i urodzić dziecko. Siedziała na łóżku, w słabym, przyćmionym świetle, zaś na ścianie za jej plecami wisiała podobizna Maad, bogini płodności. Jej długie, rudawe włosy spływały po ramionach, zasłaniając sporych, jak na wiek dziewczynki, rozmiarów piersi, wydatny brzuch, a także starannie wygolone, maleńkie łono. Na widok starszego o cztery lata Harniewskiego, wstała i podeszła do niego, przesuwając włosy na plecy, następnie pocałowała go, ostrożnie i nieporadnie, jakby się bała, że robi coś zakazanego. Potem, drżącymi rękami, rozpięła jego sięgający do ziemi, ceremonialny płaszcz, guzik za guzikiem, złożyła go w kostkę, następnie położyła pod portretem Maad. Zdjęła z niego bieliznę, po czym pozwoliła mu się obejrzeć. Harniewski pamiętał, że już wtedy miała tu i ówdzie nieco zbędnych krągłości - wciąż jednak była ładna. Gdy zaś zbliżył się do niej, aby popieścić jej piersi, wzięła jego męskość do ręki, masując ją delikatnie, dopóki nie stwardniała na tyle, aby mógł w nią wejść. Kochali się tamtej nocy trzy razy, a Maad pobłogosławiła ich zdrowym, silnym synem.
    
    Harniewski usiadł na swoim łóżku, z trudem tłumiąc w sobie gniew. Nie uprawiał miłości z żoną od ponad dwóch lat. Tłumaczyła się przepracowaniem, zmęczeniem, tym, że on kończy zbyt szybko albo zbyt wolno, zapomina o modlitwie do Maad albo że musi uspokoić dziecko… Jednocześnie pilnowała, aby nie pomagał sobie ręką, twierdząc, że marnuje w ten sposób nasienie, którym został pobłogosławiony. Przez to, ...
    ... mężczyzna czuł się, jakby miał piętnaście lat, zamiast czterdziestu pięciu. Na widok każdej pacjentki w ośrodku, w którym pracował, czuł, jak krew spływa do jego męskości. Nie mógł patrzeć na podobiznę Maad, z trudem powstrzymywał się od niższych myśli w ciągu dnia, noce zaś były jeszcze gorsze. Nawiedzały go wtedy przeróżne kobiety: te napotkane na ulicy. W świątyni, zapraszające do swojego skrzydła. Wszelkie dewiantki, które leczył... Kilka razy, pojawiały się w nich członkinie jego rodziny, dalsze kuzynki, szwagierki, a nawet stara, dziewięćdziesięciodwuletnia babka. Nie dawały mu one spokoju, doprowadzały go na skraj szczytu, by potem, w najmniej odpowiednim momencie, zniknąć lub pozwolić, aby się obudził, niezaspokojony i zły, ze sterczącą, naładowaną nasieniem męskością, gotów oddać wszystko, by wrócić w krainę snu, jednocześnie wiedząc, że to nie nastąpi, a jeśli już, to historia znów się powtórzy.
    
    Głośne pukanie do sypialni wyciągnęło Harniewskiego z ponurych rozmyślań. Obciągnął koszulę nocną, by ukryć erekcję, następnie otworzył drzwi. W progu stała jego najmłodsza córka - ośmioletnia Irulina. Odziedziczyła kształt oczu po matce, a poza tym, była żywą kopią ojca.
    
    – Tato – odezwała się.– A czy możesz się ze mną pomodlić, zanim wyjdziesz do pracy, proszę?
    
    Harniewski westchnął ciężko. Bał się, że pewnego dnia, nawet ona pojawi się w jego snach. Spojrzał na dziecko, następnie skinął głową i poszedł do domowej kapliczki, by odmówić poranne modlitwy.
    
    ***
    
    – ...