1. W poszukiwaniu nowej ziemi


    Data: 01.03.2022, Kategorie: prehistoria, nieznajomy, natura, zwierzęta, Autor: Tamara

    Minęło wiele słońc, od kiedy wyruszyliśmy na poszukiwanie stad Kanaku. W naszej wiosce zapanował głód i starszyzna wyznaczyła nas, byśmy znaleźli nowy dom dla ludu Rusy. Szaman odprawił obrządek mający zapewnić nam powodzenie. Kobiety przygotowały dla nas strawę na kilka dni, po czym, obiecując wszystkim, że nie wrócimy, póki nie znajdziemy nowych ziem, ruszyliśmy w drogę. Teraz jestem sam, Mira zabił we śnie włochaty potwór z gór, Jusza wybierając złą drogę utonął w bagnach. Zostałem tylko ja, Otaka, myśliwy z plemienia Rusy, syn Kara. Podążam w kierunku wysokiego słońca. Szukam nowej ziemi dla mojego plemienia. Nowych obfitych łowisk pełnych olbrzymich Kanaku. Rzek, dających pokarm i wodę. Lasów dających materiał na chaty. Nowego domu, w którym mój lud nie zazna więcej głodu.
    
    Od kilku słońc przemierzam olbrzymi wysuszony step. Nie ma tu nic poza kępami suchej trawy, jaszczurkami i stadem czarnych lotnych, unoszących się wysoko nad moją głową. Ta martwa ziemia ciągnie się po kraniec wzroku. Tak jakby nie było jej końca. Przytłacza swoim rozmiarem. Odbiera nadzieje, wprowadza w moje serce zwątpienie. Każdego zmroku kładę się spać zrezygnowany; wtedy myślę o moich ludziach, że nie mogę ich zawieść, bo wierzą we mnie, a ja ich nie zawiodę. I rano budzę się pełen zapału, siły i maszeruję, wypatrując końca tej pustaci. Tam, poza nią musi być inny kraj. Tam musi być rzeka i las. A gdzie jest woda i drzewa, są też zwierzęta. Gdzie jest woda, są też olbrzymie pola zielonej, ...
    ... soczystej trawy. Tam będą też Kanaka. Olbrzymie, włochate zwierzęta, z których będzie mięso na strawę, skóry na nasze dachy i kły, z których zrobimy narzędzia i groty.
    
    Myślę tylko o tym; że nie mogę zwątpić, że nie mogę się zatrzymać, że ode mnie zależy życie wielu ludzi. Ta myśl pomaga mi. Poprzedniego słońca zjadłem ostatnią porcję suszonego mięsa. Woda w bukłaku zaczyna się kończyć. Zostało mi jej na najwyżej dwa poranki. Rano zjadłem trochę mrówek. Wieczorem spróbuję upolować ziemnego futrzaka z długimi uszami. Nie znam tej zwierzyny, ale mięso to mięso. Nie mam tu wielkiego wyboru, a kicających stworzeń jest tu nawet sporo. Uśmiecham się na myśl, jak to będę opowiadał w wiosce, o tych śmiesznie podskakujących stworzeniach. Nagle! Coś małego wyróżniło się na końcu martwej ziemi. Z początku był to tylko czarny punkcik nie większy od oka pszczoły. Potem, w miarę zbliżania się do niego zaczął wyrastać z ziemi. Stawał się coraz wyraźniejszy, wyższy i coraz to szerszy.
    
    Zaskoczony odkrywam, że to drzewo. Tam musi być woda! Przyspieszam! Chwilami biegnę, by być tam szybciej, a drzewo rośnie w oczach. Mogę już dostrzec jego konary. Grube, mocne gałęzie... ale bez liści. Jest martwe! Tak jak ta przeklęta ziemia! Tam nie ma wody! Już mam się zatrzymać, odpocząć po niepotrzebnym szybkim marszu, napić się wody, gdy moich uszu dobiega cichy pisk. Wpierw pojedynczy, potem jest to kilka pisków, a za chwilę pisk przeradza się w ujadanie i szczekanie. To wilki! Stado wygłodniałych ...
«1234...»