-
Sagi rodów Altory - Młody król…
Data: 02.03.2022, Kategorie: saga, średniowiecze, władcy, służące, różne, Autor: CichyPisarz
- Jaśnie pani znalazłaby sobie męża. Wciąż urodziwa z was niewiasta - podpowiadała Mari - zaufana służka księżnej Brunhildy. - Nie pleć głupot. Nie dla mnie już ożenek. Eryk był moim ostatnim mężem. Nie zamierzam więcej... mmmh! - przerwała nagle, a po chwili zbyła uwagę, trochę zła na dziewczynę za podjęcie tego tematu w takiej chwili. - Nie przestawaj! – wydyszała sycąca się przyjemnymi doznaniami władczyni. - Cicho bądź! - napomniała poddaną, kiedy ta tylko poruszyła ustami, by coś powiedzieć, samej mocniej zapierając się. - Przyspiesz trochę - zażyczyła sobie klęcząca na wielkim łożu i wypinająca tyłek, wciąż zaciskając w dłoniach zmiętą derkę. - Nie po to cię przywołałam, byś mi tu gadała - spiorunowała dziewczynę karcącym spojrzeniem, niczym lwica krnąbrne kocięta. - Nie tylko księstwo by zyskało - uniosła kącik ust w cwaniackim uśmieszku, widząc jak księżna ruchami bioder szuka rozkoszy. - Jaśnie pani ma spore potrzeby - zauważyła. - Kwiat wciąż wilgotny. Wciąż sporo rosy na nim - zachichotała pomocnica, która właśnie musiała zmienić rękę, bo prawa już odczuwała spore zmęczenie. Od kilku dobrych minut wciskała w księżną rzeźbioną w kości słoniowej imitację męskiego organu, zakupionego niegdyś od dyskretnych zaufanych kupców, podróżujących po najdalszych zakątkach znanego ludziom świata. - A i biskup na spowiedzi by nie grzmiał - podśmiewała się skrycie Mari. - A może... przywołać Arlika? Chętnie by jaśnie panią ubódł swoim wielkim rogiem. Z jaskini wypływa ...
... istna rzeka - zauważyła wyjątkowe pobudzenie swojej pani i zaśmiała się. - Nie pleć głupot dziewucho! Nie mam dziś na niego ochoty - tu odchyliła głowę, jak wyjąca do księżyca wilczyca i stęknęła z rozkoszy. - Je za dużo śledzi. Pije też za dużo śmierdzącego piwa - warknęła i była to forma skargi na gadułę. - Nigdy bym go w tej komnacie nie przyjęła - zaznaczyła jakby urażona pomysłem podwładnej. - Róg to może ma - powiedziała z uznaniem - ale finezji to w nim za grosz - jęknęła jakby w żalu, a pierwszy i drugi pomruk zlały się w jedno z kolejnymi. - Właśnie tak rób! Tak jest dobrze! - pochwaliła dziewczynę za tempo i siłę pchnięć, a najbardziej za wyjątkowe otarcia o wrażliwe ścianki pochwy. Nie żałowała, że kilka miesięcy temu do pomocy wybrała właśnie Marii. Miała już dość zabawiania się samej, a dziewczyna początkowo niemrawo, ale teraz wręcz doskonale się sprawiała. Pani sama kołysała się miarowo niczym łódka na niewysokiej fali i wychodziła naprzeciw ruchom ręki Marii, by mocniej przyjąć w sobie misternie rzeźbioną kość, która w jej przekonaniu była atrybutem boga płodności i pobudzała ją do życia. Dla niej cenniejsza relikwia, niż znajdujące się w katedrze sandały świętego Brendana, patrona miasta. - O tak! Ooo taaak!!! - wykrzyczała po kilkunastu kolejnych pchnięciach Brunhilda, a jej gromki pełen dzikości głos odbijał się jeszcze długo od kamiennych ścian sypialnej komnaty. Padła na posłanie, ciężko oddychała i wiła się niczym wąż. - Jaśnie pani jeszcze czegoś ...