1. Sagi rodów Altory - Młody król…


    Data: 02.03.2022, Kategorie: saga, średniowiecze, władcy, służące, różne, Autor: CichyPisarz

    ... najpiękniejszą, a u kobiety, która przeżyła prawie pięćdziesiąt wiosen, uroda nie jest już żadnym atutem. Wciąż czuła pociąg do mężczyzn, ale jej głęboka wiara nie pozwalała na posiadanie kochanków, których mogłaby mieć niezliczoną rzeszę. Skinęłaby tylko palcem, ale... nie chciała. Cierpliwie znosiła dni, czasem tygodnie, pustego łoża, żarliwie modląc się o łaskawość męża do najróżniejszych świętych, patronów i sił natury. Przyjmowała z pokorą swój los.
    
    Wiedziała, że Gottfrid kosztuje przyjemności z dziewkami służebnymi. Nie była głupia, nawet to rozumiała, bo dobrze znała jego potrzeby. Miał tyle seksualnej energii, że nawet młodzi strażnicy i rycerze zamkowego garnizonu pokątnie opowiadali sobie historie o podbojach władcy, i to nie tych militarnych. Sama czasem doświadczała trudów przeciągających się w czasie nocnych ekscesów, niestety od lat co raz rzadziej, ostatnio już wcale. Teraz tylko czasem przychodził, robił swoje i wychodził. A i to wynikało z jej cichej skargi u biskupa, który swoimi dyplomatycznymi zdolnościami przekonał króla, by dopełniał małżeńskich obowiązków, bo zadowolona żona bardziej gorliwie modli się o powodzenie męża, a i siłę całego królestwa.
    
    Była jego towarzyszką już od dekad. Tym bardziej wciąż chciała być dla niego ważna, stanowić ulgę, być oazą, w której zawsze znajdzie ukojenie i... źródło, które wciąż często obficie biło, jeszcze zanim w nią wchodził. Pragnęła go. Dobrze to wszystko wiedział, niestety rzadko korzystał z przywileju ...
    ... odwiedzania „królewskiej komnaty”.
    
    On patrzył na to zgoła inaczej. Nie to żeby czuł odrazę. Nie. Tak nie było. Szanował małżonkę. Po prostu ciało Hildegardy nie działało już na niego jak kiedyś, a kiedy czasem z małżeńskiego obowiązku odwiedzał sypialnię żony, nie czuł żądzy, a tylko chwilowe zaspokojenie. Tak naprawdę czynił swoje za namową Biskupa Poppona.
    
    Dziś nie miał ochoty na spółkowanie, ale... tylko z żoną. Już wchodząc do komnaty na rozmowę z Hildegardą, upatrzył sobie służkę kuchenną, która wynosiła naczynia z komnaty Magnara. Musiała być nowa. Już wtedy wiedział, że w swoim czasie ją odnajdzie. Od razu mu się spodobała ta dziewczęca sylwetka i drobne piersi, które lekko podskakując od szybkich kroków spłoszonej, rozbudziły w nim męskie żądze.
    
    Miała piękne rozpuszczone blond włosy i niezwykle niewinną twarzyczkę, którą zdobiły blade pełne usta i liczne piegi. I bała się na niego spojrzeć, uciekała niebieskimi oczętami, jak onieśmielone pochwałą skromne dziecko.
    
    Król błądził po korytarzach, już dotarł do skrzydła zamku, gdzie wciąż krzątała się czeladź wszelkiej maści. Nie znał tych zakamarków zbyt dobrze, rzadko schodził na ten poziom.
    
    - Ty! Stój! - rzucił gromkim głosem, a przestraszone dziewczę zastygło. To bez wątpienia była ona.
    
    - Tak panie? Potrzebujesz czegoś? Jak mogę ci służyć? - pytała zawstydzona atencją najważniejszej persony w królestwie. Odgarnęła kosmyk włosów, który zasłonił jej pół twarzy.
    
    - Znasz tu jakiś zakamarek? Potrzebuję z tobą ...
«1...345...12»