1. Człowiek żyje po to, żeby kochać.…


    Data: 26.03.2022, Kategorie: delikatnie, związek, Autor: NeverShoutNever

    ... połączenie. Pozwalam mu tak odkrywać moje ciało. Palcem wskazującym zjeżdża po szyi w biust. Tu zatrzymuje się na dłuższą chwilę masując je, rozbudzając. Nabrzmiałe piersi są niezwykle wrażliwe. A potem ustami muska brzuch. Następnie ustami wita moje łono. Językiem pieści łechtaczkę, szparkę i wargi. Czuję, ze wypływają ze mnie soki. El natychmiast je zlizuje dokładnie. Wkłada język, uszczęśliwia mnie tym. Pożądanie sprawia, że mężczyzna jest nader śmiały, ale miłości zawsze towarzyszy onieśmielenie. Czuję też strach. Strach, że El kiedyś mnie opuści. Że już nie będę tak kochana przez nikogo na świecie, jak jestem kochana przez El’a. Po moim ciele rozlewa się ciepło i spełnienie. Gdy El kończy, siada po turecku naprzeciwko mnie i po prostu patrzy. Raz w oczy, raz na piersi, raz na moją kobiecość, a potem znowu w oczy.
    
    Babcia woła z daleka na obiad.
    
    ***
    
    - Ale po co to? Przecież to chore... - na stoliku leżą dwie żyletki.
    
    - Dla zabawy - burczy.
    
    - Nie podoba mi się to.
    
    - An, to tylko kawałek metalu. Jeśli będziesz uważać, to nic złego ci się nie stanie. Nie pozwoliłbym na to.
    
    - A to? - wskazuję na mały woreczek z rozdrobnioną, suchą rośliną w środku. - El, ja nie chcę!
    
    - Najpierw to będziemy palić. Po tym będziesz szczęśliwsza. To lek na każde zło - wypowiada te słowa niepewnie. El stał się inny od czasu, gdy wyjechał na studia. Nie dzwoni już do mnie prawie wcale. Dopiero teraz, na drugim roku, pokazuje mi to wszystko...
    
    - El, to na pewno jest ...
    ... bezpieczne? - nie wiem co to. Na wsi nie widziałam czegoś takiego. Tato palił papierosy, ale to jest inne. El zapala, zaciąga się. Po paru minutach pokój wypełnia się dymem.
    
    - Kochanie, stęskniłem się za tobą potwornie. Nie ufasz mi już? – El brzmi obco. Podaje mi jedną żyletkę, a drugą bierze sam. Nie czekając przecina skórę nieco powyżej nadgarstka. Krople krwi wydostają się na zewnątrz. - Widzisz? To nic takiego. To nie boli, jest nawet przyjemne. Teraz ty An, no dalej. Jeśli nie chcesz, to ja zrobię ci pierwszą kreskę.
    
    Nie chcę takiego El’a. Chcę El’a sprzed śmierci jego mamy, gdy mieszkał ze swoją babcią na wsi. Chcę, żeby nasze wycieczki rowerowe wróciły. Kąpiele w stawie. Wspinaczki na drzewa. Wylegiwanie się w cieniu. Pieszczoty. Delikatne pocałunki.
    
    Gdy sięga po mój nadgarstek, jego dłonie są ciepłe. Żyletka muska moją skórę. Prawie nic nie czuję. "Wyciągam ręce i szukam w krąg. Wyciągam ręce do twoich rąk". Przeciąga kawałkiem metalu po skórze... Cofam rękę.
    
    ***
    
    - Patrz tam! - An z uśmiechem na twarzy wskazuje małym paluszkiem ciemny kąt. Jest podekscytowana. W stodole jest gorąco. Chodzimy po sianie wzbijając chmury brudu. - Są! Są! Patrz! Raz, dwa... Cztery! Dwa czarne i dwa rude. - Kociaki leżą w legowisku z siana. Są małe. Mają jeden, a może dwa dni. An pochyla się i bierze dwa w dłoń. Mają pępowinę.
    
    - An, którego chciałabyś wziąć do domu? Jak podrosną, to weźmiemy, tylko wybierz.
    
    - Wszystkie! – piszczy zadowolona.
    
    - Nie, najwyżej dwa.
    
    - Nie ...