1. Świat według Emilii (I)


    Data: 15.04.2022, Kategorie: nimfomanka, lato, Autor: emillienne

    Leżę na niewygodnej kanapie. Usiłuję jedną ręką napisać SMS-a a drugą trzymam się oparcia, żeby nie spaść. SMS-a pisać nie jest łatwo, bo podryguje na mnie lekko otyły, łysawy i wzrostu niewysokiego mężczyzna, którego zaczepiłam dziś w Vivie, restauracji, do której chodzą wszyscy prominenci. Znałam go z pierwszych stron lokalnych gazet, więc jego tożsamość nie była dla mnie tajemnicą. Najpierw pozwoliłam postawić sobie drinka, potem przypalić papierosa a potem wezwać taksówkę i zawieźć do jego biura w eleganckiej kamienicy w śródmieściu. Potem pozwoliłam nalać sobie dwunastoletniej whisky, pozwoliłam na gmeranie w moich majtkach i tak właśnie doszliśmy do tego momentu, gdzie on dyszy usiłując mnie zadowolić, a ja próbuję w tym czasie pisać SMS-a do Dorotki, mojej przyjaciółki od dziesięciu ponad lat. Bzykanie ważną rzeczą jest, ale w tej chwili to chyba wyłącznie dla łysielca, bo:
    
    Po pierwsze - jego urządzenie do bzykania jest marne. Przedtem musiałam prawie pół godziny się namęczyć, aby toto nadawało się do włożenia w moją cipkę. Teraz czuję się tak jakby jakiś szalony włoski kucharz wkładał i wyciągał ze mnie rozgotowane spaghetti.
    
    Po drugie – zapomniałam o urodzinach Dorotki. To znaczy nie tak w ogóle, ale nawet nie wysłałam rano SMS-a. To karygodne zaniedbanie w relacjach przyjaciółko - przyjaciółkowych. Muszę je naprawić jak najszybciej.
    
    SMS poszedł. Widzę podrygującą przed moimi oczami łysinkę. Cholera. Już tak z dziesięć minut tak podryguje z tym makaronem ...
    ... w mojej pipce. Nie zamierzam spędzić tu całego popołudnia. Podrzucam energicznie biodrami, wydaję kilka ekstatycznych jęków. Kontr sztos zawsze działa. Zastyga na chwilę, rzęzi jakby ktoś go zarzynał i po chwili czuję wypływającą ze mnie ciepłą wilgoć. Podrzucam dla pozorów jeszcze kilka raz biodrami wydając ochy i achy. Show must go on. I koniec. Zrzucam go z siebie, udając wyczerpaną namiętnym seksem, wciągam majtki i biorę od niego wizytówkę. Obiecuję zadzwonić. Zadzwonię na pewno, gdy będę chciała skorzystać z jego koneksji. Całuję go na pożegnanie w łysinę. Stoi w skarpetkach, bez gaci, w samej koszuli a z makaronu powoli skapują na dywan jego potencjalni potomkowie. Żałosne, ale uśmiecham się na pożegnanie i wychodzę. Patrzę na zegarek. Dopiera osiemnasta a ja już jestem po ruchanku. Ciekawe, co się jeszcze dzisiaj wydarzy?
    
    Ano wydarza się Dorotka. Odpisała na SMS-a i podała miejsce obchodzenia urodzin. Osiemnastych, jak co roku. Calypso. Wiedziałam, że tam ją zaniesie. Nie raz ściągałam ją tam, roztańczoną, z baru. Znali ją wszyscy bywalcy, a ochroniarze wpuszczali za darmo. Wiadomo. Utarg wzrasta jak klienci mogą za darmo pooglądać pijaną blondynkę tańczącą na barze w samych stringach, a czasem i bez. To był popisowy numer Dorotki. A popisywała się zawsze. Potrzebna była tylko tequila. Parę szotów i Dorotka wskakiwała na bar.
    
    W domu zmywam z siebie ślady makaronowego kochanka. Swoją drogą „Pasta Lover" brzmi nieźle. Na pewno lepiej brzmi niż bzyka. Starannie ...
«1234...7»