1. Nocny pociąg z rudzielcem, czyli na zdrady nie ma rady - wersja 2020 (2/2)


    Data: 18.04.2022, Autor: AgnessaNovvak

    ... ona do końca nie była. Ewidentna nimfomanka, zafiksowana na punkcie lateksu, absurdalnej wysokości koturnów, napompowanych cycków, ust i sam nie wiedziałem czego jeszcze, która w ciągu wieczoru obsłużyła nas wszystkich tak, że wracaliśmy do domów na miękkich nogach.
    
    Nie z… cóż, trochę ich było. Jednak za każdym razem mogłem się sam przed sobą jakoś wytłumaczyć. Choćby w najbardziej naciągany i – mówiąc wprost – głupi sposób. Każda z nich miała coś w sobie, czego nie mogłem im odmówić wtedy i nie mogę teraz: urodę, elegancję, maniery, władzę, absurdalnej wielkości cycki, pełne odpychającego wręcz fetyszyzmu wyuzdanie, długo by wymieniać.
    
    Tymczasem co masz ty? I co z tobą robię? Zatracam się w nieprzytomnym, zwierzęcym rżnięciu w gruncie rzeczy niezbyt urodziwej, niespecjalnie ładnie starzejącej się, o zdecydowanie nieprzyjemnie przepoconym ciele… Ciebie, Mirello. Co cholernie mi się podoba!
    
    *
    
    Klękasz przede mną z wypiętym wysoko, przeoranym bruzdami cellulitu, pulchnym zadem. Pierdolę jak oszalały chlapiącą sokami cipę w akompaniamencie ciężkich postękiwań, plaskających odgłosów biustu i smaganego obiema rękami tyłka, w którym trzymasz już dwa palce i zaraz wciśniesz trzeci… przepraszam, właśnie to zrobiłaś.
    
    Nie jestem w stanie czekać dłużej. Pochylam się, łapię za nędzne resztki koczka, odciągam ci głowę do tyłu i rzucam:
    
    – Wyruchać cię w dupala, ty gruba, brzydka kurwo?!
    
    W sekundzie czerwienieję ze wstydu. Do jakiego doprowadziłem się stanu, że w ...
    ... ogóle śmiałem powiedzieć coś takiego? Spodziewam się co najmniej spoliczkowania, ale zamiast niego wyciągasz dłoń z wiadomego miejsca, nadstawiając ziejącą szeroko, obtartą do czerwoności dziurę. Podniecającą mnie do obłędu i jawnie obrzydliwą zarazem, o której higienie – lub jej braku – nie chcę nawet próbować myśleć. Spluwam w nią i jednym ruchem wypełniam nabrzmiałym chujem po samo dno. Rżnę nawilżone jedynie moją śliną i twoimi własnymi sokami, jak sama rzekłaś, rozochocone dupsko.
    
    Jak dawno uprawiałem seks analny? Bardzo. Kiedy brutalnie pierdoliłem rozwartą wulgarnie… Przenigdy!
    
    Okładam cię niczym upojony adrenaliną jeździec swą narowiście galopującą klacz. Wbijam palce głęboko w zawijające się fałdy na bokach. Drapię plecy paznokciami. Nie potrafię się powstrzymać, choćbym chciał. Zwalniam wszelkie hamulce, stając się wściekle zdziczałym samcem, dosiadającym uległą samicę nie w akcie prokreacji, a prymitywnej dominacji i chuci. Próbuję nie tylko opanować nieartykułowane odgłosy, które z siebie wydaję, ale też zignorować ich coraz poważniejsze konsekwencje w postaci ostrzegawczego walenia gdzieś za ścianą.
    
    Mimo starań, chęci i zaangażowania ostatnich resztek sił, nie daję już rady. Unoszę biodra, wbijam w ciebie kutasa bardziej z góry niż od tyłu, przytrzymuję za kark i wreszcie spuszczam wprost do tyłka.
    
    Nie podoba ci się to. Czekasz, aż skończę, lecz potem odwracasz się z miną, jakbyś miała ochotę kogoś zamordować. Względnie zgwałcić. W dowolnie wybranej ...
«12...456...»