1. Nocny pociąg z rudzielcem, czyli na zdrady nie ma rady - wersja 2020 (2/2)


    Data: 18.04.2022, Autor: AgnessaNovvak

    ... i mocniej. – Jesteś piękna w swej rozpustnej, pierwotnie zdziczałej seksualności. Pełna nieokiełznanej żądzy, drzemiącej nieoczekiwanie w jakże zwyczajnej, niepozornej osobie. Jesteś piękna.
    
    Ja za to nie jestem już nawet pewny, czy wypowiedziałem ową jawną deklarację uczuć na głos, czy tylko pomyślałem? Nie dając rady powstrzymać ołowianych powiek, osuwam się na łóżko. Zaraz wstanę, ułożę się przy tobie i przytulę do tak dalekich od perfekcji, a przecież wspaniałych kształtów. Odetchnę głęboko ostrym zapachem wspólnej namiętności i pocałuję cię nie tylko w usta. Zliżę słono-kwaśną żądzę, ściekającą po skórze. Już, za momencik, tylko się zdrzemnę…
    
    *
    
    Poderwałem się roztrzęsiony i mokry od potu, uderzając nadgarstkiem o bok łóżka. Omiotłem wzrokiem przedział. Rozpoznałem spoczywającą na półce własną walizkę oraz drugie, puste posłanie, przykryte złożoną byle jak pościelą. Wciąż nie będąc pewnym, co się dzieje, odrzuciłem kołdrę i sięgnąłem do majtek.
    
    Nie znalazłem ich. Za to wyraźnie poczułem na obolałym penisie miejscami wciąż kleistą mieszankę… oby jedynie środka nawilżającego z prezerwatywy i własnej spermy. Wstałem z wysiłkiem, zapaliłem światło i sprawdziłem w lustrze, czy chociaż trochę przypominałem osobę, która ledwie kilka godzin wcześniej weszła do przedziału. Na szczęście, poza dającymi się przysłonić ubraniem zadrapaniami, bladoszarą twarzą i podejrzanymi plamami w dziwnych miejscach, nie stwierdziłem specjalnych różnic. Wciągnąłem spodnie i ostrożnie ...
    ... wystawiłem głowę na korytarz, wyglądając ratunku.
    
    Prysznic, jedną zmianę bielizny, podwójne śniadanie w bufecie i trzy kawy później opanowałem drżenie rąk na tyle, by w miarę normalnie się ubrać i spakować. Nie próbowałem nawet zaczynać analizy minionej nocy w obawie, że oszaleję. Tym bardziej że złapana po drodze konduktorka nie miała pojęcia, od jak dawna byłem sam w przedziale. O tyle dobrze, że najwyraźniej nie dotarły do niej pewne wyjątkowo nieprzyzwoite odgłosy, a i współpasażerowie nie zgłosili skarg ani zażaleń.
    
    Opuszczałem miejsce będące świadkiem mego wstydu, hańby i ostatecznego upadku, upewniając się po raz ostatni, czy niczego nie pozostawiłem. I wówczas dostrzegłem kawałek papieru, wystający spod pokrytej częściowo już przyschniętymi, ostro pachnącymi plamami kołdry. Drżącymi palcami podniosłem wizytówkę i przeczytałem: Mirella, nazwisko, nazwa najwyraźniej firmy, mail, numer telefonu. Znalazła się tam przypadkowo? Czy przeciwnie – miałem ją znaleźć? A jeśli tak, jaki przyświecał temu cel? I dlaczego w takim razie jej posiadaczka pozostawiła mnie samego? Bez słowa wytłumaczenia czy choćby symbolicznego pożegnania?
    
    Z walącym niczym młot sercem opadłem na krawędź łóżka. W jednej ręce trzymałem kartonik, mogący być równie dobrze przepustką do nowego, wspaniałego świata, co biletem w jedną stronę ku najczarniejszym czeluściom piekieł. W drugiej telefon ze zdjęciem szczerze szczęśliwej rodziny na tapecie.
    
    Spoglądałem naprzemiennie na obie te rzeczy, zdając ...
«12...5678»