-
Brother in law (IV)
Data: 20.04.2022, Kategorie: bez tagów, Autor: Kate
Nie chciała wchodzić w drogę Cliffordom, zwłaszcza spotkać Williama. Po ich ostatniej kłótni wolała nie mieć już z nim nic wspólnego. Zaczekała, aż wszyscy żałobnicy wejdą do kościoła i dopiero wtedy wślizgnęła się do środka. Stanęła z tyłu, tuż przy drzwiach, w zaciemnionym kącie. Planowała wyjść parę minut przed wszystkimi, by spokojnie dotrzeć na miejsce pochówku i ukryć gdzieś za drzewami. Pod koniec uroczystości, głos zabrał pan Clifford. Ględził jakieś bzdety i frazesy. Wcale nie znał swojego syna. Udawał troskliwego i kochającego ojca, a tak naprawdę nie miał zielonego pojęcia o życiu własnego dziecka. Gdyby rzeczywiście mu na nim zależało, gdyby Alex miał w nim oparcie i zrozumienie wszystko wyglądałoby inaczej. Może tego feralnego dnia, nie wybrałby motoru, bo pojechałby do pracy właśnie z nim. Z własnego domu, nie z mieszkania. Po starym Cliffordzie do mikrofonu podszedł William. Oczywiście on także musiał wtrącić swoje trzy grosze. Jego głos wypełnił cały kościół. Wniknął też do każdej, nawet najmniejszej komórki jej ciała i poraził niczym piorun. Zrobiło jej się słabo, a ciało pokryła gęsia skórka. Po raz pierwszy słyszała jego normalny ton. Bez tego złośliwego zabarwienia. Bez sarkazmu, uszczypliwości i podejrzliwości. Był nawet całkiem ciepły i... serdeczny. Zbyt ciepły i zbyt serdeczny jak na jej samotne i zbolałe serce. Załomotało jej w piersi. Ogarnął ją żal. Gdyby wtedy, na przyjęciu nie wygłupiła się jak ostatnia idiotka, to może, teraz, nie cierpiałaby ...
... sama. I znów gdybanie... Znów rozważanie, co by było gdyby. Nic by nie było! I tak traktowałby ją przecież z góry. Jak kogoś niegodnego ich towarzystwa. Kogoś, od kogo Alex powinien trzymać się z daleka. Uważniej wsłuchała się w jego słowa. Mówił ładnie, choć bardziej jak dyrektor niż brat. Jakby wygłaszał wcześniej napisane przemówienie. Zastanawiała czy coś z tego wszystkiego płynęło w ogóle z głębi serca. Wspominał ich wspólne dzieciństwo, czasy szkolne. Zauważyła, że pewne sytuacje odbierał zupełnie inaczej niż Alex. Ale nic dziwnego. Jej przyjaciel był ciepłym, dobrym i przyjaznym człowiekiem. William był... był inny. Spojrzała na niego. Wyglądał jak jakiś przywódca, lider. Wzbudzał respekt. Miał w sobie coś, co powodowało, że człowiek się bał. Z drugiej jednak strony było przecież to bezpieczeństwo, które tak ją upoiło wtedy, w szpitalu. Cztery dni wcześniej w tych ramionach... Przymknęła oczy... Ile by dała, aby znów to poczuć. Pozbyć się uczucia lęku i osamotnienia. Poczuć się bezpiecznie, poczuć, że nic jej nie grozi, a wielki, obcy i zły świat już taki groźny nie jest. Otworzyła oczy i napotkała jego spojrzenie. Przeszły ją dreszcze. Jakimś cudem musiał ją dostrzec. Łudziła się, że może to tylko złudzenie, że może spojrzał tylko w głąb kościoła, ale po chwili dotarło do niej, że ją woła. Oczywiście pełnym imieniem... Prosił, by opowiedziała trochę więcej o Aleksandrze. Zamarła. Ona i przemówienie? Wystąpienie publiczne? W dodatku przy tej nadętej publice? Przy ...