-
Brother in law (IV)
Data: 20.04.2022, Kategorie: bez tagów, Autor: Kate
... pracy, umówiła się na wieczór. Zdjęła niewygodne buty i mimo, że mocno się rozpadało, przysiadła przy wielkim kopcu z kwiatów i wiązanek. Nie na krześle, pod przygotowanym dla zacnego towarzystwa namiotem, ale właśnie tak, jak lubiła najbardziej, na ziemi. Jak najbliżej przyjaciela. Tuż przy tabliczce z nazwiskiem posadziła drewnianego pajacyka – specyficzną pamiątkę i amulet Alexa. Bardzo był do niego przywiązany. Cieszyłby się, że go przyniosła. Podobnie jak z ballady, którą włączyła mu na małym, przenośnym radyjku. Złość z kościoła minęła i zastąpiła ją ponownie rozpacz. Chciała coś powiedzieć, ale nie umiała. Objęła kolana rękoma i zakołysała się, jak to miała w zwyczaju czynić. Ponownie straciła poczucie czasu. Który to już raz w przeciągu tych kilku dni, kiedy traci kontakt z rzeczywistością? Nie przeszkadzało jej zimno, ani całkiem już przemoknięty żakiet. Otrzeźwiło ją wymowne chrząknięcie za plecami. Wstała i otrzepała spódniczkę z ziemi. Wiedziała... po prostu czuła, kto się napatoczył. Odwróciła się. – To znowu ty? Człowieku, nie masz już dość? Nie odpowiedział. Zlustrował ją jedynie z góry na dół i zatrzymał wzrok na jej bosych, pokrytych błotem stopach. Przewróciła oczami. – Coooo? Na trawie też nie wolno mi stać, bo znawcy wycenili ją na grube tysiące? Jego mina była bezcenna. Patrzył na nią jak na jakieś dziwaczne stworzenie, wybryk natury. W głębi ducha pogratulowała sobie i... roześmiała się. Co za dziwna mieszanka nastrojów... – Ale masz ...
... minę. Jemu do śmiechu nie było. – Mogę wiedzieć, co ty tu u diabła robisz? – zniknął miły głos z kościoła. – Mogłabym spytać o to samo. Tylko bez diabła. Westchnął i przymknął na moment oczy. Wydawał się zmęczony i zniechęcony. Potarł dłonią kark. – Nie powinieneś być na tej wystawnej stypie, o której trąbią wszystkie gazety. – To grób mojego brata. Mam prawo tu być. – Ja też. Alex był moim... – zawahała się przez moment, czego on nie mógł nie wykorzystać. – Gachem. – Przyjacielem! – Sponsorem. – Chłopakiem – przełknęła ślinę. Nie do wiary, że to powiedziała – Ojcem dziecka, które zamierzasz mi odebrać, pamiętasz? – Co to jest? – wskazał na pajacyka. Jakie to dziwne, że pośród takiej niezliczonej ilości kwiatów, dojrzał akurat niepozorną figurkę i jej się uczepił. – A taki drobiazg. Lubił go. – Chyba go tu nie zostawisz? – A nawet jeśli, to co? – Nie bądź śmieszna. To był dorosły facet, nie pięcioletnie dziecko – podniósł zabawkę. Chciała mu ją natychmiast wyrwać, ale zdążył unieść rękę wysoko. Stanęła na palcach, wyciągnęła swoją do góry, ale i tak zabrakło jej sporo centymetrów, żeby ją dosięgnąć. – Właśnie, że zostawię. Jestem jego dziewczyną. Zaabsorbowana odzyskaniem figurki nie poczuła nawet, że dla zachowania równowagi podpiera się o niego drugą ręką. – Dziewczyną owszem. Ale tylko dziewczyną. Nikim innym. I nie jesteś, a byłaś – zawiesił zabawkę na palcu i rozkołysał. – Oddawaj go! – podskoczyła raz, po ...