1. Pod kamieniem


    Data: 29.04.2022, Kategorie: bez seksu, bez sensu, bez szacunku, podsłuch, z kluczem, Autor: Indragor

    Miejsce akcji:
    
    Mała miejscowość Zarośnięte Doły. Kompleks konferencyjno-rekreacyjny Krajowej Unii Polskich Adwokatów, w skrócie... hm... mniejsza z tym, wynajęty tymczasowo na sympozjum Powszechnej Krajowej Wspólnoty Narratorów, w skrócie... hm... nieważne. Restauracja „Papuga i przyjaciele”. Pora obiadowa.
    
    Dzięki uprzejmości jednego z kelnerów, mogę przedstawić zapis podsłuchu rozmowy pewnych dwóch narratorów, nazwijmy ich N1 i N2, gdyż z pewnością pragną zachować anonimowość. Rozmowa ta zapewne rzuci więcej światła na ten chyba nawet niezauważany zawód i pozwoli odkryć niektóre mroczne tajemnice literatury pięknej, która jak się zaraz okaże, wcale aż taka piękna nie jest.
    
    KELNER: Dzień dobry. Co panowie zamawiają?
    
    N1: Tak... dwa razy kacza zupa, dla mnie antrykot z wołowiny galicyjskiej, dla kolegi comber z sarny [kilka, kilkanaście niezrozumiałych słów] i butelkę Porto Vintage rocznik 1863.
    
    N2: I cygara kubańskie proszę.
    
    N1: Jutro spróbuję stek Ribeye z Wagyu. Drogi, ale może warto.
    
    N2: Hm. Może i ja się skuszę.
    
    N1: I pomyśleć, że nasza praca jest tak ważna i ciężka, a jak niedoceniana.
    
    N2: Fakt. Bez nas nie byłoby filmów, opowiadań, w ogóle literatury...
    
    N1: Tak, a ci autorzy uważają się nie wiadomo za kogo, a rzeczywistości... Właśnie, narratorowałem ostatnio opowiadanie niejakiego Man in blacka. Niby bystry facet, a nie wie, że pisze się „men”, a nie „man”. Man to co najwyżej Wojciech.
    
    N2: Jego to chyba pisze się przez dwa „n”. Może ...
    ... Emanuel?
    
    N1: Nie, Emanuel to był Kant.
    
    N2: A gdzie tam, Kant to był Immanuel. No zdrówko! Świetny rocznik ten 1863.
    
    N1: Zdrówko! ...a taki MrHyde. Czytasz jedno, drugie, trzecie opowiadanie, aż natrafiasz na takie, że zastanawiasz się: on to napisał, czy nie on, bo jakieś inne. Przecinki nie te, dialogi nie te, opisy nie te... Nie przymierzając, jakby pod autobus wpadł.
    
    N2: Może wtedy był doktorem Jekyllem, he, he.
    
    N1: A wiesz, całkiem możliwe... to by wyjaśniało dwa oblicza tego samego... taki współczesny człowiek witruwiański, he, he.
    
    N2: Tyle że autorem „Człowieka witruwiańskiego” jest XXX_Lord, żeby być ścisłym. Swoją drogą, nie mam pojęcia, skąd ci autorzy biorą te fanki, ten XXX_Lord ma ich na pęczki.
    
    N1: W tym przypadku to akurat proste. No wiesz, Lord. Tytuł, nienaganny wygląd, nienaganne maniery, kasa, pisze o zdradzie, opętaniu i takie tam, słowem diabeł w głowie mu siedzi, ustosunkowany...
    
    N2: Ustosunkowany, he, he.
    
    N1: No tak. Obiady u prezydenta, elegancko, miła atmosfera, muzyczka, dudy grają, to co się dziwić. Każda na to poleci.
    
    N2: Rzeczywiście. Taki ordynat Michorowski, też tytuł, wygląd, maniery, ustosunkowany, kasa, to nic dziwnego, że nawet trędowata babka na niego poleciała.
    
    N1: Ale on wolał wydupczyć swoją kuzynkę, zboczeniec, jak jej tam...
    
    N2: Lucia. Dziwisz się? Kto by chciał zadawać się z trędowatą.
    
    N1: Fakt, ale z kuzynką?
    
    N2: A co, kuzynki mają w poprzek?
    
    N1: No nie...
    
    N2: A co sprawdzałeś u swojej, he, ...
«1234...»