1. Sissi – kosmitka (I) – Santa…


    Data: 26.05.2022, Kategorie: rozwód, poliamoria, science-fiction, przybysze z kosmosu, madera, Autor: XeeleeFirst

    – Szefie, niech pan patrzy – odezwał się Lucidio, mój asystent pracujący dzisiaj razem ze mną na wieży kontrolnej. – Dzieje się coś dziwnego, ten Boeing Bussines Jet-737-700, który znalazł się w naszym obszarze powietrznym nie wiadomo skąd, dostał pozwolenie lądowania na naszym lotnisku przed dziesięcioma minutami. Przydzieliliśmy mu pas lądowania „23”, ale on podchodzi na pas „05”.
    
    Przedstawię się... jestem tutaj kontrolerem lotów od 11 lat. Byłem zatrudniony w Madeira Airpot już w roku 1999. Wtedy jeszcze często mówiono o naszym porcie Santa Catarina Airport, to znaczy tak jak lotnisko nazwano w chwili jego zbudowania w roku 1964. W roku 1977 mieliśmy tu dwa fatalne wypadki. Lotnisko dysponowało wtedy jedynie pasami startowymi o długości 1600 metrów. W listopadzie, przy złej pogodzie Boeing 727 przyziemił na pasie „23” dopiero w połowie jego długości i nie zdołał wyhamować. Przekroczył krawędź pasa i spadł na plażę. Zginęło wtedy 131 osób. W grudniu 1977 znacznie mniejszy samolot Sud Caravelle 10R lądował na pasie „05” – co w istocie oznacza ten sam pas, lecz z prawem lądowania w odwrotnym kierunku, tzn. w kierunku „zachód-wschód”. Pilot popełnił błąd i wpadł do oceanu tam, gdzie jest od razu bardzo głęboko. Jak wiecie, w roku 2000 ponownie wydłużono pasy startowe do obecnej przyzwoitej długości 9110 stóp, czyli 2781 metrów. Od tego czasu przyjmujemy tu praktycznie wszystkie samoloty. Lądowanie na naszym pasie „05” jest trudniejsze. Pilot po przelocie nad ...
    ... nadmorskimi wzgórzami i dostrzeżeniu widocznego wtedy lotniska musi szybko obniżyć wysokość, aby jak najszybciej przyziemić. Jeśli zacznie kołować dopiero w połowie jego długości to wpadnie do oceanu.
    
    Razem z całą dzisiejszą załogą wieży kontrolnej patrzałem co się dzieje. Boeing BBJ, samolot średniej wielkości dotknął pasa „05” na samym jego początku, po czym w jakiś przedziwny sposób zdołał wyhamować, tak iż stanął jak wryty mając przed sobą jeszcze dwie trzecie długości pasa „05”. Zamiast kołować do stanowiska wzdłuż terminalu, ktoś z pokładu otworzył tylne drzwi i wyrzucił składaną drabinkę. Po schodkach zeszło siedmiu młodych ludzi, cztery kobiety i trzech mężczyzn. Byli ubrani dziwnie. Tak, jak gdyby planowali wylądować w Londynie lub Oslo, a nie na Maderze. Każdy z nich niósł dość dużą torbę podróżną.
    
    Teraz sprawy potoczyły się w sposób niepojęty. Schody zostały wciągnięte, drzwi się zatrzasnęły. Gdy grupka pasażerów była już blisko wejścia do części terminalu „Arrivals”, potężny Boeing zaczął startować. Od razu rozwinął znaczną szybkość. Dwieście metrów przed końcem pasa wzbił się w powietrze. Po 10 minutach lotu samolot będąc ciągle na wysokości ok. 300 metrów, gwałtownie zanurkował i uderzył w powierzchnię oceanu. Po kilkunastu minutach nie było już po nim śladu. Tylko wir, plama na powierzchni określała miejsce, gdzie samolot spadł i utonął.
    
    Byliśmy w szoku. Gorączkowo myślałem kogo należy powiadomić. Chyba nie tylko International Aircraft Accident Investigation ...
«1234...15»