-
Sissi – kosmitka (I) – Santa…
Data: 26.05.2022, Kategorie: rozwód, poliamoria, science-fiction, przybysze z kosmosu, madera, Autor: XeeleeFirst
... używanego tu przez bogatych ludzi lub bogate firmy. Nasz lądownik, z punktu widzenia inżynierii kosmicznej, jest niemal tylko szybowcem i oczywiście nie byłby w stanie znaleźć się ponownie na orbicie. Tu na tej planecie stosowano podobno takie lądowniki zwane Challengerami. Sądząc po zdjęciach, jakie dostarczyła nam Vivian, były one znacznie większe. Nie było to takie proste, aby zbudować lądownik o rozmiarach samolotu typu Boeing BBJ. Inżynierowie musieli sprawić ponadto, aby to nasze „urządzenie” – ni to lądownik, ni samolot – mogło wystartować z lotniska, na którym wylądujemy, potem już w trybie lotu automatycznego, kontrolowanego po części przez nasz nadajnik radiowy. Zgodnie z planem Alice, przedstawionym drobiazgowo w trakcie narady operacyjnej, jaka odbyła się na statku, mamy być na tutejszej planecie kilka lat. Zależy nam na tym, aby tutejsi mieszkańcy nie uświadamiali sobie tego, przynajmniej na początku naszej misji. Jeśli dobrze pomyśleć, to wygodniejszy sposób wylądowania wymagałby znacznie bardziej złożonej technologii. Trzeba byłoby posiadać urządzenie zdolne do wytracania dużych szybkości kosmicznych, zdolne do lądowania na masywnej planecie i ponownego poszybowania w kosmos, czyli pokonania, tak zwanej pierwszej prędkości kosmicznej. To wymagałoby innego, bardzo nowoczesnego napędu. Trudno byłoby więc przechowywać takie urządzenie zdolne do startu w kosmos. Trzeba byłoby, jak żartowała Vivian, trzymać je w jakiejś stodole, co byłoby przez ...
... wieśniaków dostrzeżone. Oczywiście TCP-1 czeka na nas na orbicie, ale nasz lądownik musieliśmy zniszczyć. Dlatego wybraliśmy lądowanie na tej wyspie. Tutejsze lotnisko jest bowiem bardzo specyficzne. Z dwóch stron pas startowy kończy się nad wodami oceanu. Gdy lądować na pasie „05” to zaraz za końcem pasa jest głęboki ocean. Nasz plan zatopienia lądownika udał się więc, co nie oznacza, że opanowaliśmy wszystkie problemy. Tutejsze władze będą nas zapewne poszukiwać. Vivian uparła się jednak, aby koniecznie wykorzystać to lotnisko, mimo że jest ponoć na tej planecie kilka podobnych, np. na wyspie Saba leżącej na Karaibach, należącej do Antyli Holenderskich. Vivian zaplanowała, aby po wylądowaniu rozpocząć od razu kilka akcji. Razem z nami wylądowali Elias i Beatrice, Alice i Abigal oraz Brenda. W sumie siedem osób. Miało nas być więcej, ale w ostatniej chwili przed odlotem pokłóciliśmy się. Przyjęcie wydane przed odlotem przez księżniczkę, jak się okazało wywołało różne napięcia. Pierwsza para z naszej grupy ma udać się koniecznie jak najszybciej na kontynent, a konkretnie do Portugalii. Przywiązujemy bowiem duże znaczenie do wizji lokalnej w pewnym miasteczku. Chodzi nam o dowody na istnienie, tak jak to mówimy „pośrednich mocy”, to znaczy sił, które są znacznie potężniejsze od ludzi, ale nie tożsame ze stwórcą wszechrzeczy. Są one istotne dla modelu wyobrażeniowego o świecie. Udaje się tam Elias i Beatrice. Abigal ma się przedostać z kolei nieco bardziej na wschód, tzn. ma ...