1. Daniel


    Data: 01.06.2022, Kategorie: delikatnie, spotkanie, Autor: Milva

    Był zimny, mglisty poranek. Nie chciało mi się wychodzić z łóżka, ale wiedziałam, że jeden dzień przerwy w bieganiu będzie początkiem końca moich marzeń o powrocie do smukłej sylwetki. Dopóki biegałam systematycznie, wszystko było w porządku, ale jeśli zrobiłam choć jeden dzień przerwy, ciężko mi było się znów zebrać w sobie. Niechętnie wstałam, umyłam się, ubrałam cieplejszy dres i wyszłam z domu. Miałam nadzieję, że chłodne powietrze mnie dobudzi i przywróci mi energię. Ruszyłam swoją ulubioną trasą - niezbyt trudną, z jednym podbiegiem pod górę, na przyjemnym, piaszczystym podłożu. Trasa prowadziła wzdłuż blokowisk, po czym skręcała i wiodła wzdłuż lasu. Założyłam słuchawki i przyspieszyłam. Biegło się przyjemnie, mimo kiepskiej pogody. Od czasu do czasu mijałam się z innym biegaczem lub rowerzystą. Sielanka.
    
    Nagle poczułam mocne uderzenie w plecy, straciłam równowagę i upadłam. Poczułam paskudny ból w kostce, ale przytomnie rozejrzałam się, żeby sprawdzić, kto na mnie wpadł. Zdążyłam zauważyć mężczyznę wsiadającego na rower i pospiesznie odjeżdżającego.
    
    - Pewnie się zamyślił i we mnie uderzył, a teraz ze wstydu ucieka - pomyślałam - Super...
    
    Wstałam i spróbowałam ruszyć dalej, ale po kilku krokach musiałam przystanąć. Kostka bolała coraz mocniej, w dodatku miałam wrażenie, że zaczęła puchnąć.
    
    - Musiałam źle stanąć i skręcić nogę, fantastyczny początek tygodnia - mruknęłam pod nosem. Zdjęłam słuchawki, wyłączyłam muzykę i zrezygnowana usiadłam na ziemi.
    
    - ...
    ... Co ja teraz zrobię? - pomyślałam. Odkąd rozwiodłam się z mężem, nie miałam tu nikogo bliskiego, wszyscy moi znajomi zostali 200 km stąd, nie było więc nawet po kogo zadzwonić. Zdążyłam już odbiec spory kawałek od domu, pozostało mi więc albo powoli do niego dokuśtykać, albo zadzwonić po pogotowie. Ponownie spróbowałam się podnieść, zasyczałam z bólu, ale nie usiadłam. W końcu byłam twarda. Zagryzając wargi z bólu, ruszyłam powoli w stronę domu.
    
    - Wszystko w porządku? - usłyszałam nagle za plecami. Odwróciłam się i zamarłam. Za mną stał mężczyzna, który od czasu do czasu śnił mi się po nocach. Byłam kasjerką na basenie, a on przychodził popływać. Nie dało się go nie zauważyć. Wysoki, przystojny, ładnie zbudowany. Lekki zarost, poważne szare oczy i przyjemny niski głos. Zawsze uprzejmy, choć raczej małomówny. Przez policzek przechodziła mu podłużna blizna.
    
    - Ja panią znam... - powiedział.
    
    - Ja pana też - pomyślałam, ale w porę ugryzłam się w język. Wiedziałam, że żałowałabym takiej odpowiedzi, roztrząsała wiele razy, jak on to odebrał.
    
    - Co z pani nogą? Może pani iść? - spytał ponownie.
    
    - Chyba zwichnęłam kostkę. Wpadł na mnie rowerzysta, przewrócił mnie i uciekł. Musiałam się potknąć zanim upadłam - uśmiechnęłam się zakłopotana.
    
    - Pomogę pani, mieszkam niedaleko, pójdę po samochód i zawiozę panią do przychodni.
    
    - Dziękuję, ale nie trzeba. Nie chcę robić panu kłopotu.
    
    - To żaden kłopot - tym razem to on się uśmiechnął - Niedługo będę z powrotem - odwrócił ...
«1234»