-
Daniel
Data: 01.06.2022, Kategorie: delikatnie, spotkanie, Autor: Milva
... się i odbiegł. Czekałam na niego, zastanawiając się gorączkowo, jak powinnam się zachować. Sytuacja była niezręczna, a fakt, że facet mi się podobał, niczego nie ułatwiał. Wiedziałam, że jeśli nie wezmę się w garść, zacznę się denerwować. Będę się jąkać, czerwienić, a on weźmie mnie za idiotkę. - Uspokój się mała - ofuknęłam się w duchu - Nie czas teraz na panikowanie. Mój wybawiciel musiał faktycznie mieszkać niedaleko, bo po kilku minutach był już z powrotem. - Pomogę pani wsiąść - zaoferował. Od najbliższej przychodni dzieliło nas kilkanaście minut drogi. - Mam na imię Daniel - przedstawił się, gdy już jechaliśmy. - Aga. - Pracujesz na basenie prawda? - Tak, od niedawna. Rozmowa się nie kleiła, Daniel skupił się na drodze, ja - jak nastolatka - zwyczajnie zapomniałam języka w gębie. - Często tu biegasz? - próbowałam mimo wszystko przerwać niezręczną ciszę. - Tak, codziennie, chociaż zazwyczaj biegam wieczorami, po pracy. Dojechaliśmy na miejsce. Daniel zaproponował, że za mną zaczeka i odwiezie mnie do domu, ale mu podziękowałam. - Zadzwonię po taksówkę. Jeszcze raz dziękuję za pomoc. Gdyby nie ty, pewnie nadal kuśtykałabym do domu. - To nic takiego. Uważaj na siebie - odpowiedział i odjechał. W przychodni na szczęście okazało się, że z nogą nie jest najgorzej, ale o bieganiu mam zapomnieć na co najmniej miesiąc czasu. *** Minęło kilka tygodni. Siedziałam w pracy i sprawdzałam stan kasy, gdy usłyszałam znajomy ...
... głos. - Cześć. Jak noga? Daniel przyglądał mi się z lekkim rozbawieniem, widząc, jak ze zdenerwowania gubię drobne. - W porządku - starałam się stwarzać pozory spokoju i łudziłam się, że Daniel jeszcze nie zauważył, jak reaguję na jego obecność. – Od przedwczoraj znów biegam. - Może w takim razie pobiegamy razem? Pokażę ci kilka fajnych tras. - Pewnie, czemu nie - odpowiedziałam najspokojniej, jak się dało. - Jutro około 9 wieczorem? - Może być. Będę cię wypatrywać na trasie - odpowiedziałam z lekkim uśmiechem, podając jednocześnie Danielowi kluczyk do szafki w szatni. - W takim razie do jutra. - Do jutra. *** Następnego dnia siedziałam w pracy jak na szpilkach, nawet szefowa zauważyła moje zdenerwowanie. Skończyłam zmianę i popędziłam do domu. Po drodze zrobiłam jeszcze zakupy. W domu nie umiałam sobie znaleźć miejsca. Zrobiłam obiad na dwa dni, posprzątałam mieszkanie, wstawiłam dwie pralki z praniem, wyprasowałam i poskładałam całą stertę ubrań. Wzięłam lekki prysznic i przebrałam się w dres. O 20 byłam gotowa do wyjścia, odczekałam jeszcze kilkanaście minut i ruszyłam. Wieczór był pogodny, choć ciężkie powietrze zapowiadało burzę. Biegłam spokojnie, minęłam blokowiska, wbiegłam na ścieżkę wzdłuż lasu. - Jestem - usłyszałam za plecami. Biegliśmy powoli, cały czas rozmawiając. Ulżyło mi, obawiałam się powtórki z drogi do przychodni. Tym razem - na szczęście - tematów do rozmów nam nie brakowało. Może to tamta ponura pogoda tak na nas wtedy ...