-
Marta i ksiądz proboszcz. Kolędowanie, spowiedź…
Data: 03.06.2022, Kategorie: ksiądz, nauczycielka, pończochy, spowiedź, Autor: historyczka
Marta ze zniecierpliwieniem wyglądała przez okno, zdrapując szron z szyby, aby zrobić jak największe kółko, wizjer na świat. „Idzie!” – W oddali zarysowała się szeroka sylwetka. W pośpiechu założyła długie, eleganckie kozaczki na wysokiej szpilce, króciutką kurteczkę i pędem wybiegła w stronę drogi. W jej rodzinie nigdy nie witało się księdza w progu, lecz zawsze wychodziło naprzeciw. – Szczęść Boże! Szczęść Boże! – egzaltowanie wykrzykiwała Marta. Od dzieciństwa miała zakodowany gorliwy szacunek dla duchownych. – Pamiętaj, że moja babka całowała księdza w rękę! – powtarzała jej matka. Stąd wytworzył się w dziewczynie specyficzny stosunek do przedstawicieli tego stanu, rodzaj czci, wręcz czołobitności. Jakby spowijała ich jakaś nadziemska aura. Z czasem przekształciło się to w rodzaj fetyszyzmu. Jako nastolatka zaczęła miewać sny erotyczne z udziałem mężczyzn w sutannach. Zazwyczaj była w nich zmuszana do uległości, dominowana. Bywała w nich brana dość ostro. Gruby mężczyzna przedzierał się przez zaśnieżony chodnik. "Wisienka na torcie, na koniec dom mojej najnadobniejszej parafianki" – pomyślał, za co szybko się skarcił i przeżegnał. Wszak księdzu nie uchodzi tak myśleć, chociaż… Gdy dochodził do furtki, zobaczył wybiegającą z domu kobietę. "Boże jaka ona piękna i jak powabnie ubrana, co za spódniczka! A gdyby tak… wywinęła orła na tym śliskim chodniku… może by odkryła tajemnicę tego, co ma pod tą tak kusą kiecką… Nie… nie powinienem tak nawet ...
... myśleć!" – Szczęść Boże panno Marto! – ksiądz odkrzyknął i znów się przeżegnał. Jakby na wybaczenie, ze skruchą. Pannie mocniej zabiło serce: "To on! To on mi się ostatnio śnił! I to jak!" Chciała natychmiast odpowiedzieć, lecz gdy wybiegła bliżej drogi, wysuwając się zza szpaleru krzaków, natrafiła na silny podmuch powietrza. Jej elegancka, króciutka, fioletowa spódniczka, przez to, że dość szeroka, załopotała niczym flaga podczas wichury. Wiatr zadarł ją na tyle wysoko, że ksiądz dostrzegł nie tylko zgrabne uda, ale wręcz wydało mu się, że zobaczył koronkowe zakończenie pończoch. Widząc chwiejącą się sylwetkę parafianki, mimo swojej tuszy, doskoczył by ją przytrzymać. Dochrapał się już urzędu proboszcza, choć miał stosunkowo niewiele wiosen na karku. Nie dobił jeszcze pięćdziesiątki. – Ale żeby tak od razu księdzu w ramiona się rzucać! – zażartował. – Wszystko w porządku? – Ojej… ojej… – Zmieszana Marta nie wiedziała co powiedzieć. Policzki zaczerwieniły się, niemal dorównując kolorowi szminki na pełnych, zmysłowych ustach. Żart duchownego o rzucaniu w ramiona jednocześnie speszył ją i podniecił. Poprawiała spódnicę, zdając sobie sprawę, że stanowi to dość seksowny widok. Ministranci, towarzyszący księdzu, wymienili porozumiewawcze spojrzenia. – To dlatego stary chciał ten dom zostawić na koniec! – szeptali między sobą. – To przecież nasza historyczka! Pani Marta. Najatrakcyjniejsza kobitka w całej okolicy! – Cicho rechotali. Ksiądz z zapartym tchem ...