1. Marta i ksiądz proboszcz. Kolędowanie, spowiedź…


    Data: 03.06.2022, Kategorie: ksiądz, nauczycielka, pończochy, spowiedź, Autor: historyczka

    ... obserwował ruchy nauczycielki. "Boże drogi, jesteś cudowny, tworząc swoje dzieło! Ech, gdybym nie był księdzem…"
    
    Nakazał dziewczynie iść przodem. Poruszała się z gracją, trzymając jedną ręką spódnicę, jakby w obawie, że może znów zostać zadarta, nie przeszkadzało jej to jednak zgrabnie kołysać biodrami. Zdawała sobie sprawę, jak powabnie wygląda w tej kuszącej spódniczce i seksownych czarnych kozaczkach, kontrastujących z cielistymi, lśniącymi pończochami.
    
    "Boże, jak on mi się dzisiaj śnił realistycznie! To zdecydowanie był on - Baltazar! Co to był za sen! Aż cała drżę! Ciekawe czy ja mu się podobam? Czy w tym stroju na pewno wyglądam ponętnie?"
    
    Ksiądz zmierzał za kobietą. Obserwował jej ruchy i mimowolnie oblizywał wargi. Na schodach poczekał trochę dłużej, żeby weszła wyżej.
    
    "Może słodkie anielę znów ukaże swe niebiańskie tajemnice…"
    
    Mikołaj szturchnął Kacpra pod bokiem.
    
    – Patrz, jak stary się na nią gapi! Ciekawe czy poza pokropieniem domu, miałby też ochotę prześwięcić tyłek pani nauczycielki?
    
    - Ja bym prześwięcił! – mruknął wyraźnie podniecony Kacper. – Kropiłbym aż by furgotało! Tu i wszędzie, a na miejscu starego nie tylko pupcię bym poświęcił.
    
    - A te belferskie usteczka?
    
    – Wręcz stworzone do pewnej posługi… Ha ha ha!
    
    Rozkręcali się tak, podekscytowani, że zaczęli mówić coraz głośniejszym szeptem. Marta słysząc fragmenty – „prześwięcić tyłek", "aż by furgotało” – skonfundowała się, ale jednocześnie także podnieciła tymi ...
    ... słowami.
    
    Tymczasem ksiądz lustrował nieduże mieszkanie i z ukontentowaniem stwierdził, że dom wręcz lśnił czystością - wypolerowane podłogi, umyte okna, świeże firanki, żadnych śladów, najmniejszego nawet bałaganu. Widać, że parafianka poświęciła niemało czasu na sprzątanie, dowodząc swojego szacunku dla spodziewanego, dostojnego gościa.
    
    – A my przybyliśmy niczym trzej królowie. Nawet imiona mamy prawie takie same – żartował. – Ten mały blondynek to Kacper, duży tylko to nie Melchior, ale też świątecznie, bo Mikołaj.
    
    – Ależ, ja znakomicie znam chłopców… jestem ich nauczycielką…
    
    - A to wie pani, że mały jest grzeczniejszy, ale Mikołaj, to taki trochę urwisowaty.
    
    W środku pokoju rzucił się przybyłym w oczy wielki, dębowy stół, przykryty śnieżnobiałym obrusem, a na nim talerzyk z wodą święconą, kropidło i duży, stalowy krzyż. Na końcu stołu stały świece. Marta, żeby do nich sięgnąć i je zapalić, musiała się nachylić, a co za tym idzie, bardzo mocno wypiąć. Mężczyźni zobaczyli kształt foremnego tyłka w pełnej krasie, zgrabnie opiętego spódniczką.
    
    Ksiądz podrapał się po głowie i wytężył wzrok, skupiając się na obserwacji. Chłopcy rumienili się po czubki uszu.
    
    "Ależ bym jej dał teraz klapsa w tę dorodną, kuszącą pupcię." – Ksiądz, kolejny raz, łapał się na grzesznych myślach.
    
    Marta doskonale zdawała sobie sprawę ze swej pozy.
    
    "Czy ja się przed nimi nie wypinam aby zbyt zapraszająco? Ciekawe jakie przywodzę im teraz myśli? Czy może takie, że chcieliby mnie uszczypnąć w ...
«1234...23»