-
Marta i ksiądz proboszcz. Kolędowanie, spowiedź…
Data: 03.06.2022, Kategorie: ksiądz, nauczycielka, pończochy, spowiedź, Autor: historyczka
... wzruszające, że księdza tak porusza moja krzywda... Klechą targało morze zagadek. "W jakiej pozycji ją brał? Jak ostro? Jak długo ją chędożył? Czy jęczała pod nim? Jak głośno jęczała? Gdzie się spuścił, czy w nią?" Ale przecież nie mógł takich pytań zadać. Nie miał ku temu żadnego, najmniejszego pretekstu. Podrapał się w brodę. "A może tak?" – Oczywiście, że porusza mnie taka kobieca krzywda... ten afront.. A... czy długo się nad tobą tak okropnie pastwił, panno Marto? – Ach… proszę księdza… Niestety tak... - Zerknęła na twarz księdza. Gdy wyczytała w niej spore poruszenie, z lubością, oczywiście doskonale skrywaną, kontynuowała. - Nie dał mi chwili wytchnienia… nie liczyłam wszak czasu… Wydawało mi się, że to trwa wieczność! "Spryciarz z tego księżula! Wie jak się zabrać do rzeczy… Jak tu by mu powiedzieć, że miał męskość jak armatę i tłoczył mi go w cipkę jak wariat!?" – Nie dość, że długo… to jakże okropnie, ostro mnie traktował… – rozpędzała się Marta. – Doprawdy? Biedne dziewczę! Ależ byłaś krzywdzona… "A więc ryćkał cię pewnie porządną kuśką! Musiałaś jęczeć w niebogłosy! Żal, Bóg jeden wie, jaki żal, żem tego nie słyszał!" – Ależ byłaś krzywdzona… – powtarzał. – Musiałaś krzyczeć żałośliwie, a nikt na tym odludziu cię nie słyszał… Marta wyczuwała w tonie księdza, słabo skrywane podniecenie. "A to się księżulo domyślił! Boże… ależ wtedy jęczałam, stękałam… wrzeszczałam jak nigdy…" – Jakby ksiądz przy tym był… dokładnie… ...
... dokładnie tak. Darłam się, nie wiem czy nikt nie słyszał... faktem jest, że pies z kulawą nogą nie przyszedł mi na ratunek. – A czy nie bałaś się konsekwencji tego zajścia? "A to mi się udało sprytnie ją zapytać, gdzie się jej spuścił! Nawet słowo mi się zgrało - zajścia!" To pytanie także podniecało zarówno zadającego, jak i odpowiadającą. – Czy nie bałam się... zajścia... W sensie, czy nie zrobi mi dziecka? Owszem… bardzo się bałam… Błagałam go, żeby nie… żeby nie tam... ale on mnie absolutnie nie słuchał… Pleban, jakby ukontentowany odpowiedzią, kiwał głową. "Co za farciarz! Nie dość, że młócił ją przez pół nocy, to jeszcze beztrosko zlał się do jej nadobnej dziurki! Boże! Co za fart..." - Szybko jednak zmitygował się, więc kontynuował w myślach wezwanie do Najwyższego. - "Boże. Odpuść mnie grzesznemu…" – Marto, nawet nie wiesz, jak ogromnie ci współczuję, ale też chcę cię wspierać. Przytul się dziecino… Kobieta widząc otwarte ramiona księdza, oddała się w nie z ufnością. Tak tego chciała, tak chciała, by ją objął. – Ksiądz jest taki wyrozumiały… Rozmowa z księdzem… jest dla mnie takim… ważnym przeżyciem… aż mi mocno bije serduszko… Celowo prowokowała z "serduszkiem", sugerowała w ten sposób, że ksiądz nie jest jej obojętny, a ponadto - wszak wiadomo, gdzie ulokowane jest serce... Dlatego wywołało to u Baltazara zamierzony efekt. "Chętne zbadałbym ci to bicie serduszka…" – Doprawdy? - Zapytał machinalnie. - Przyprawia to cię panno o bicie ...