-
Marta i ksiądz proboszcz. Kolędowanie, spowiedź…
Data: 03.06.2022, Kategorie: ksiądz, nauczycielka, pończochy, spowiedź, Autor: historyczka
... recytował jakiś traktat: - Każdy członek i każdy przewód naszego ciała ma swój, wyznaczony przez naturę i jej Twórcę, cel. Tak też usta służą, aby jeść, pić, rozmawiać, przyjmować komunie świętą... - I... całować? - No tak... Marta bez słowa podeszła do proboszcza, po czym uklękła przed nim. Przyrodzenie Baltazara znalazło się dokładnie przy jej twarzy. Ujęła je w dłoń, po czym ucałowała i objęła wargami. Ksiądz głośno oddychał. W duchu myślał o tym co mówi doktryna Kościoła na temat seksu oralnego: "Dopuszcza całowanie, czy pieszczoty, nie pozwala na substytucję, czyli zastąpienie w ten sposób aktu miłosnego... Ale... jakie to ma teraz znaczenie?! Te pieszczoty są tak rozkoszne!" Rzeczywiście Marta dołożyła starań. Zrazu ustami bawiła się żołędzią, po czym połykała głębiej, ujmjąc trzon swego plebana. Kacper rozdziawił usta ze zdumienia. - Ach! Pani Marta robi mu laskę! - A jak! Patrz, kuźwa patrz! - Mikołaj wychodził z siebie. - Nasza profesorka opierdala księżulowi kiełbasę! Istotnie, głowa nauczycielki pracowała z dużym zaangażowaniem. Kobieta starannie ssała męskość Baltazaro. "Ech ty mój klecho! Pewnie wariujesz z radości! Widzę to po twoim licu! Wyglądasz na wniebowziętego, gdy tak ci ssę i do tego poruszam ręką." Marta na przemian ssała, to lizała księżowego penisa. Pieściła też jego jądra, co, miała wrażenie, szczególnie spodobało się proboszczowi, bo wówczas głośno wzdychał. Wreszcie kobieta zaczęła lizać kutasa po ...
... całej jego długości, dostrzegła wówczas, że zaczyna on wracać do życia. Wtedy kolistymi ruchami zaczęła lizać jego czubek. Baltazar jęknął. "Panie... daruj mi, nie mogę się powstrzymać... a ta dziewucha robi to perfekcyjnie... oj... chyba nie jest oan taką, jaką postrzegają ją w szkole, gdy nazywają ją, jak choćby ten stary fizyk - cnotką-niewydymką - pewnie mu po prostu nie chciała dać... Za to, gdzieś się tego obciągania musiała nauczyć... i to porządnie nauczyć. Pewnie niejednemu ciągnęła druta!" Nauczycielka wykonywała swe zajęcie iście profesjonalnie. Próbowała jednocześnie lizać i ssać baltazarowy pastorał. Zrazu szło jej to trudno, ale wkrótce wychodziło perfekcyjnie i ten już stał na baczność, niczym maszt. Proboszcz był gotów do działania. Chciał znów zatopić się w Marcie. Pociągnął ją za rękę, sugerując by wstała z kolan, następnie obrócił ją tyłem do siebie i delikatnie popchął w kierunku stołu, tego na którym stały świece, święcona woda i leżał opłatek. Kobieta w lot zrozumiała sugestię. Oparła się o blat, mocno wypinając tyłek. Aby ułatwić zadanie Baltazarowi, sama podciągnęła spódniczkę. Widok wypiętej, nagiej pupy nauczycielki tak podziałał na proboszcza, że ten bez chwili wahania, odruchowo wymierzył klapsa w pośladek Marty. - Auuaaaa! - zakrzyknęła - ależ proszę księdza... - udawała oburzenie, ale wielce nieudolnie, niby w zamierzeniu miało to zabrzmieć jak skarga, a zabrzmiało, jak zachęta. Zwłaszcza, że kobieta jednocześnie pomerdała swym ...