-
(Nie)dola autora (II)
Data: 04.06.2022, Kategorie: fellatio, intryga, Autor: Pavo
... więcej w wieku Roksany. Chciałem powiedzieć, że wyjątkowo dobraliśmy się ubiorem, ale nie zdążyłem, bo przemówiła pierwsza: - Pan wybaczy, że tak się stresuję – mówiła coraz ciszej, tak że z każdym słowem musiałem coraz bliżej przysuwać głowę. – Ale nigdy nie byłam tak blisko kogoś tak sławnego. Tego dnia wyrobiłem normę komplementów za cały miesiąc. - Sława... wie pani... sławny to może byłem kilka lat temu... Teraz wszystko jakby trochę... przeminęło z przysłowiowym wiatrem. - Ale przecież napisał pan tyle książek! To byłaby straszna strata dla świata, gdyby przestał pan tworzyć! – te słowa wypowiedziała nieco głośniej, jakby podkreślając ich znaczenie i próbując przekonać mnie do tej tezy. - Wie pani, jak to jest. Do tworzenia potrzeba weny. - A pan ją znajduje? Tak, w widoku nagiej siostry, stwierdziłem w duchu. Ale nawet to przeminęło. - Wie pani, wena jest jak... – urwałem, szukając odpowiednich słów. W zasadzie, jak co? Chyba jak bezczelna suka, ukrywająca się przed poszukującymi, bawiąca się w chowanego tak dobrze, że niekiedy niepodobna ją znaleźć. Inne porównanie jednak przyszło mi do głowy. – Jak ptak i wąż. Ulotna, trudna do złapania, czasem widoczna gdzieś daleko, ale niemożliwa do podążenia za nią... A przy tym niebezpieczna, możliwa do okiełznania tylko przez najlepszych. Pokiwała głową ze zrozumieniem. Co było bardzo miłe, bo gdybym ja usłyszał coś takiego, nie zrozumiałbym ani słowa. Jak ptak i wąż, co też mi do łba ...
... strzeliło. - Nie chciałam panu przeszkadzać – powiedziała, znów cicho. - Absolutnie pani nie przeszkadza. Może właśnie pani będzie moją muzą? – odrzekłem, a widząc jej zakłopotanie, żeby dodać otuchy, dodałem: – Poświęcę pani jakąś postać w nowej książce. To znaczy, stworzę jakąś wzorowaną na pani. - Naprawdę? – niemal krzyknęła, podnosząc głowę i wreszcie patrząc prosto na mnie. Z jej twarzy wręcz promieniowało szczęście. – To takie miłe, ja nigdy bym się tego nie spodziewała, że taki wielki autor jest w stanie zrobić coś takiego, że będzie się panu chciało, jest pan taki miły, w ogóle mam wszystkie pańskie książki, ja, ja... - Ja jestem pana największą fanką, chciała pani powiedzieć? – przerwałem ten słowotok z uśmiechem na ustach. Moja próżność została podłechtana do granic możliwości. – Dałbym pani autograf, ale przecież jeden pani już ma, ha ha – zaśmiałem się ze swojego żartu. Nigdy się wcześniej nad tym nie zastanawiałem, ale śmiejąc się, człowiek rozchyla lekko usta. Oczywiście, jeśli śmieje się szczerze i nie tylko przez nos. Rozchyla się wtedy nieco wargi, jakby chciało się kogoś pocałować. Ania mnie pocałowała. Musiało minąć dobre kilka sekund, bym zaskoczył i zorientował się, co się dzieje. Kobieta, która ledwie parę chwil wcześniej weszła do mojego domu, której przecież ani trochę nie znałem, siedziała teraz na mojej własnej kanapie i mnie całowała. Przestałem się śmiać. Co nie oznaczało, że było mi źle. Ania zamknęła oczy i ja uczyniłem to samo, jakby ...