1. (Nie)dola autora (II)


    Data: 04.06.2022, Kategorie: fellatio, intryga, Autor: Pavo

    Następne dni były dobre.
    
    Oto bowiem wreszcie, wreszcie!, miałem poczucie że to co robię ma sens. Na nowo znalazłem w pisaniu przyjemność i czerpałem zeń satysfakcję. Mało tego, presja towarzysząca mi od tak długiego czasu jakby kompletnie uleciała. Nawet nie wiedziałem jak bardzo wiązała mi wcześniej ręce. Aż żałowałem, że nie mogę w żaden sposób podziękować za wszystko Roksanie. Dedykacja na pierwszej stronie książki raczej nie wchodziła w grę.
    
    Mój rozkład dnia wzbogacił się o jeden, ale za to niezwykle istotny, element i ukształtował się następująco: pobudka – masturbacja do wspomnienia Roksany – pisanie – ponowna masturbacja – pisanie – powrót którejś z domowniczek i koniec dnia pracy. Chociaż niekiedy, gdy nachodziła mnie wena, tworzyłem i wieczorem. Efektem tego, w jakieś dwa tygodnie stworzyłem więcej niż przez poprzednie dwa miesiące. Ciekawe co by było, gdybym kiedyś wspomniał o tym w jakimś wywiadzie. „Co było dla pana największym natchnieniem podczas pisania ostatniej książki”? „Wspomnienie siostry w negliżu”. Ba dum tss.
    
    Co jednak zrozumiałe, taki stan rzeczy nie mógł trwać wiecznie.
    
    Gdy minęły rzeczone dwa tygodnie, zacząłem odrobinę zwalniać tempo. Oczywiście, przewidywałem to, ale nie mogłem się na to nijak przygotować. Jednakże, fakt że przez tak długi czas katalizatorem było dla mnie zaledwie jedno wspomnienie, świadczył o jego niezwykłej sile oddziaływania. Wykorzystałem to do maksimum.
    
    Po prawdzie jednak, świadczyło to również o życiu ...
    ... seksualnym jakie prowadziłem. Było ono przecież jak moje Ferrari. Nie miałem żadnego Ferrari. Obiektywnie patrząc, sytuacja w której przez kilkanaście dni wspomina się jedno krótkie ujęcie, w dodatku własnej siostry, świadczy o bardzo intensywnej jałowości w intymnej sferze życia.
    
    Tak więc, chcąc nie chcąc, widok nagiej (no, zgoda, prawie nagiej) Roksany, miast być światełkiem w tunelu za którym mógłbym podążyć do szczęśliwego zakończenia książki, okazał się być raczej fajerwerkiem. Przecudnej urody, zjawiskowym, trwającym niespotykanie długo, ale przy tym – jednorazowym, ulotnym, pozostawiającym po sobie ciemność nocy. Nic nie mogłem na to poradzić.
    
    I kiedy zacząłem już tracić nadzieję na dalsze bezproblemowe tworzenie, gdy wspomnienie siostry zaczęło się nieco rozmywać i przestawało nakręcać do dalszego działania, znowu coś się wydarzyło. Co ciekawe, znowu w czwartek. Powinienem posługiwać się własną chronologią i stworzyć własny kalendarz. Widok Roksany nastąpił w Czwartek. Kolejne zdarzenie – w Drugi Czwartek, równo trzy tygodnie później.
    
    Siedziałem wtedy nad komputerem, jednakże już któryś dzień z rzędu nie poprzedziłem pisania onanizmem. Zastanawiałem się za to (znowu, a nie był to dobry omen) nad możliwościami uśmiercenia Carlosa i Claudii, gdy dzwonek do drzwi mieszkania niespodziewanie zadzwonił (fakt, przyznaję, dzwonki mają to do siebie, że dzwonią).
    
    Otworzywszy drzwi stwierdziłem, że dzwonek zaanonsował przybycie pani kurier z jakąś małą paczką dla Roksany. ...
«1234...12»