1. Sen o Wiktorii


    Data: 08.06.2022, Kategorie: kryminał, wakacje, Autor: Maciek

    ... chodniku. Nie trzymał gardy, więc Wiktoria tylko rozepchnęła jego ręce na zewnątrz, po czym uderzyła prawym łokciem czysto w szczękę. Facet zawirował wypuszczając z ust krew i upadł na chodnik.
    
    Zanim mój przeciwnik zdążył przyspieszyć kopnąłem go szybko raz w udo i od razu w kolano, ale bez efektu. Była to prawdopodobnie zasługa anabolików. Ponieważ coraz szybciej się do mnie zbliżał, a na jego twarzy rozbawienie wywołane zadziornością Wiktorii zastąpiła wściekłość zrobiłem dwa szybkie kroki w tył rzucając swój plecak na ziemię. Tę odrobinę miejsca wykorzystałem na szybkie odbicie od ściany budynku i furiacki atak na jego szyję. Ponieważ o żadnym celowaniu nie mogło być mowy trafiłem go kantem dłoni w brodę, a nie w krtań, tak jak chciałem, jednak uderzając w niego barkiem pędem całego ciała powaliłem go jakoś na Ziemię.
    
    Przetoczyłem się i szybko kucnąłem, by z tej pozycji wyprowadzić szybkie kopnięcie z wyskoku w tego owłosionego, który wyrósł przede mną znikąd. On skurczył się i przyjął cios na ramię, co go trochę odepchnęło, tak, że moje natychmiastowe kopnięcie z pół obrotu nie dosięgło go. Korzystając z sekundy oddechu rozejrzałem się dookoła.
    
    Okazało się, że najmniejszy z nich wcale nie stracił przytomności po spotkaniu z łokciem Wiktorii i teraz zaczął gdzieś biec krzycząc coś obelżywie. Także sprzedawca arbuzów zniknął. Nie wróżyło to nam niczego dobrego, miejmy tylko nadzieję, że wszyscy Carabinieri pochowali się przed upałem i jędzą jakiś włoski ...
    ... odpowiednik amerykańskich pączków.
    
    Wielkolud tymczasem wstawał już z klęczek, a włochaty obchodził mnie, by znaleźć się po drugiej stronie.
    
    Wiktoria tymczasem stała z boku uśmiechając się i ciesząc z widowiska.
    
    - Deportują nas, zobaczysz - to wszystko co miałem czas rzucić. Czekała nas druga fala, a ja miałem głupie wrażenie, że skupi się na mnie.
    
    Nie chcąc dać się okrążyć wypuściłem kilka kopnięć w owłosionego zmuszając go do cofania. Potem wykorzystałem to, że cofa się coraz szybciej i swoim najmocniejszym wchodzącym kopnięciem uderzyłem go w jego zarośnięty tors. Poplątały mu się nogi i przewrócił się, uderzenie mojej prawej stopy wystarczyło, by odbić mu kilka żeber.
    
    - Bijesz się, czy tańczysz w balecie? - rzuciła jak zawsze szczerze ubawiona. Ja tylko słyszałem, że ten największy biegnie z tyłu w moją stronę. Na odgryzienie się nie było czasu. Kopnąłem stojąc tyłem i nie odwracając się. Odbiłem się i kopnąłem jeszcze raz. Nie zdało się to na wiele. Zanim zupełnie przycisnął mnie do ściany zdążyłem jeszcze wyprowadzić jeden szybki prosty. Trafiłem w twardą kość nad okiem.
    
    Wielkolud chciał uderzyć mnie w twarz, ale zdołałem uniknąć jego ciosu, mimo, że trzymał mnie drugą ręką. Uderzył pięścią w mur, więc drugie uderzenie poszło w mój bok. Był niesamowicie silny, poczułem się jakbym dostał młotem. Popatrzyłem mu tylko w oczy z drwiną. Czułem, że na śniadanie jadł rybę. Wtedy olbrzym wpadł na genialny sposób i zaczął mnie dusić. Nie miałem siły wykręcić mu kciuków po ...
«1234...»