1. Ty, Złotowłosa (II) - Hotel


    Data: 08.07.2022, Kategorie: blondynka, bez fabuły, voyeurism, krótko, Autor: _MK_

    Podążam hotelowym korytarzem, przepastnym niczym tunel, udekorowanym ciemnymi plamami identycznych drzwi po obu jego stronach. Za jednymi z nich, gdzieś za ścianą, będziesz Ty. Co jeszcze? Nie wiem, ale i tak nie mogę się doczekać, kiedy to odkryję. Kotłuje się we mnie, tętno gna, myśli tasują się i przenikają jak szkiełka kalejdoskopu. Jedna z nich, to żywe wspomnienie ostatniej rozmowy – tej, która doprowadziła mnie w to miejsce.
    
    – Jak ci się podobało moje przedstawienie? – pytasz bez śladu zażenowania, z szafirowym wzrokiem utkwionym hardo w moich oczach.
    
    – Spektakularne. Mało nie rozerwało mnie od środka i spociłem się jak prosię.
    
    – Tylko tyle było trzeba, żeby cię doprowadzić do takiego stanu? – zawieszasz głos, by zaśmiać się perliście. – Mam przygotowane coś więcej, myślałam, że może ci przypaść do gustu, ale teraz boję się, że przyprawię cię o atak serca. Szkoda, bo ja sama bawiłam się wyśmienicie. – Łobuzersko puszczasz do mnie oczko.
    
    Wiem, że tak było. Nadal mam wyryte w pamięci twoje spazmy na scenie, z głęboko wetkniętą świecą, gdy dyszysz, łapiesz z trudem oddech… Tak. Chcę więcej. Niech to szlag, dam ci się zaprowadzić na skraj szaleństwa, byle tylko to dostać. Jeszcze nigdy tak głęboko jak teraz nie pojmowałem pojęcia „desperacja”.
    
    – Powiedz tylko gdzie i kiedy – mówię bez wahania. Jesteś jak narkotyk, a ja po pierwszej dawce już jestem w ciągu. – Nie byłbym w stanie ci odmówić.
    
    – Miło mi to słyszeć – odpowiadasz krótko i wręczasz mi ...
    ... wizytówkę jakiegoś hotelu z ręcznie napisanym numerem i datą. – Tylko się nie spóźnij, bo cię sporo ominie. Radzisz sobie z kamerą?
    
    – Żadna jeszcze mi się nie oparła – żartuję, choć myślami jestem już gdzie indziej, sprowokowany do odgadywania twoich zamiarów w oparciu o ten jeden szczegół. Obecność tego rekwizytu zapowiada coś całkiem nowego.
    
    To tu. Staję o umówionej porze przed drzwiami z numerem 261, przystaję przed nimi na chwilę. Co zastanę za progiem? Jaką rozbuchaną fantazję wymyśliłaś tym razem? Jak się w niej odnajdę i czy sobie z nią poradzę? Mętlik, korowód pytań bez odpowiedzi ustępuje wnet miejsca powracającej wizji z klubu; odżywają w umyśle obrazy twojego ciała, nagiego, rozbujanego w ognistym tańcu, wszędobylskich dłoni. Pchany chorobliwą ciekawością naciskam klamkę i wchodzę do pokoju. Jest przestronny i surowy, choć wykończony z dbałością. Pachnie wanilią. Na prawo, pod ścianą, stoi ten sam znajomy, obszerny fotel, a przed nim niewielka kamera cyfrowa na trójnogim statywie – niewypowiedziana sugestia na temat mojej roli w tym spotkaniu. Skierowana jest na środek pomieszczenia, przeciętego w poprzek przez wielki, prostokątny stół jadalniany z ciemnorudego mahoniu, bez żadnych krzeseł. Na krawędzi stołu, w zrelaksowanej pozie siedzisz ty, przyglądając mi się badawczo. Wyglądasz fantastycznie, w oczach migocze ten znany mi, energetyzujący błysk, a twój prosty, a zarazem uwodzicielski strój podkreśla wszystkie atuty twojej sylwetki. Masz na sobie czarny, przyległy ...
«1234»