-
Ty, Złotowłosa (II) - Hotel
Data: 08.07.2022, Kategorie: blondynka, bez fabuły, voyeurism, krótko, Autor: _MK_
... na minutę. Twoje jęki stają się coraz częstsze, głośniejsze, niekontrolowane; również twoi partnerzy stękają i sapią jak parowozy – nie dziwię się, na ich miejscu czułbym to samo. Nie mija więcej niż kilka sekund, gdy obaj, prawie jednocześnie, eksplodują orgazmem. Gorąca sperma wypełnia cię, wlewa się w ciebie obiema dziurkami. Upajasz się tą perfekcyjną chwilą, spoglądasz przeciągle w obiektyw, a przez jego szkło prosto mi w oczy. Umięśnione ciała wiotczeją, zmęczeni mężczyźni całują cię, przeciągle i czule, po czym bez słowa pożegnania wychodzą z pokoju, tak jak do niego weszli i znikają gdzieś za ścianą. Trochę zdezorientowany patrzę na ciebie pytająco. – Chcesz się zaspokoić? – przerywasz ciszę pytaniem. – Niczego teraz nie pragnę bardziej – odpowiadam zgodnie z prawdą. Moje jądra wręcz błagają o uwolnienie nagromadzonego ładunku. – Podejdź tu, ja też jeszcze nie doszłam. Zróbmy to razem – zachęcasz, na co momentalnie zrywam się z fotela, biję rekord świata w szybkości zdejmowania spodni i majtek. Ze sterczącym w żelaznym wzwodzie fiutem staję naprzeciwko ciebie. Leżysz wygodnie, na plecach, rozkładasz na boki ...
... ugięte w kolanach nogi, prezentując mi swoje zaczerwienione od ujeżdżania otworki. Z cipki i pupy cieniutką strużką sączy się białe nasienie. Palcami pieścisz mokrą łechtaczkę, dostarczając mi jeszcze więcej ekscytujących bodźców. – Onanizuj się, patrząc na mnie. Chcę, byś trysnął tak mocno, jak potrafisz – pełnym podniecenia, drżącym głosem wyjawiasz mi, czego ode mnie oczekujesz. Nie trzeba mi dwa razy powtarzać. Biorę stwardniałego kutasa w dłoń i zaczynam trzepać, euforycznie, rozemocjonowany do granic. Lubieżnie gapię się na twoje piersi, twoją piękną twarz, twoją słodką piczkę. W bardzo krótkim czasie szczytuję, kieruję czubek penisa na twoje łono i strzelam gęstą spermą, z gardła ucieka niekontrolowany skowyt. Rozsmarowujesz mleczko po króciutkich włoskach, wmasowujesz je sobie w cipkę, resztę zlizujesz z palców. Zaraz i ty dochodzisz, kakofonia twoich krzyków odbija się echem od ścian. W powodzi hormonów, prawie narkotycznym transem, odlatuję; rzeczywistość rozmazuje się niby makijaż w deszczu, jestem przez kilka chwil gdzieś indziej – w krainie uniesienia, w swoim prywatnym raju; a co najlepsze, to że jestem tam z tobą.