-
Marta i slumsy cz. 1
Data: 29.07.2022, Autor: Historyczka
... szczegółami jak Jan Ptak, dyrektor gospodarki lokalowej miasta wyrzucił ją z mieszkania i dał jej kwateruek w tym baraku. Warunki rzeczywiście nie imponowały komfortem. Jedna izba, pozbawiona wody i łazienki, obdrapane ściany, bardzo cienkie – nie rokowały, że zimą będzie tu ciepło. Marta płakała razem z Jadwigą. -Nie martw się… postaram się jakoś pomóc… porozmawiam z tym dyrektorem – szlochając, dukała. -To okropny tyran! Nawet nie dopuszcza mnie do rozmowy. Ale podobno straszny kobieciarz… Taką ślicznotkę jak ty, przyjmie na pewno. Mnie znienawidził bo nie płaciłam i buntowałam innych. Jak tylko powiesz, że jesteś ode mnie, wpadnie w furię. Marta poszła odświeżyć się po podróży. Łazienkę zastępowała część izby oddzielona szafą od reszty pomieszczenia. I miednica na podłodze. Gdy myła się, do Jadwigi przyszedł jakiś mężczyzna. Mówił niewyraźnie, jakby miał braki w uzębieniu. Marta zaniepokoiła się, czy tu przypadkiem nie zajrzy i nie zobaczy jej bez stanika, więc przerwała mycie i osłoniła się ręcznikiem. Ale gdy rozmowa ucichła, a do tego wyraźnie było słychać zamykanie drzwi, wszystko wskazywało na to, że gość sobie poszedł. Marta odłożyła ręcznik i zaczęła się opłukiwać. Nagle usłyszała chrząknięcie. Gwałtownie podniosła głowę i zobaczyła w przejściu niskiego, licho ubranego człowieka gapiącego się na nią, a właściwie na jej nagi biust, jak sroka w kość. -O Boże! Co pan tu robi?! Szybko zasłoniła piersi dłońmi. Zdawała sobie sprawę, że drobne ...
... dłonie nie zakryją całego biustu, więc mężczyzna doskonale widzi jego kształt. -Nie chciałem przeszkadzać… Jadźka poszła po cebulę… Mężczyzna z lubieżnym uśmieszkiem, trzymając papierosa w ustach, gapił się na półnagą dziewczynę, ani myśląc odejść. -Proszę stąd iść… -No dobrze już dobrze… ale masz paniusiu czym oddychać! Oj masz… Gdy Jadwiga wróciła, przedstawiła gościa. - To Henio, ale mówią na niego Cudzes. Bo zawsze wysępi cudzesy, czyli czyjeś papierosy. Siedzieli w tak zwanej części kuchennej, bo stał tu stół i kuchenka i pili kawę. Henryk usilnie namawiał, żeby Marta odwiedziła dyrektora. -Jak tam pomacha tyłkiem… pokaże kolanka… albo coś więcej… ha ha… to jak znam ptaszka… będzie się ślinił! Zawsze oglądał się za spódniczkami. Podobno niejednej brzucha zmajstrował… Cudzesowi śmiały się lisie oczka, omal nie wychodząc z orbit gdy, cały czas gapił się na Martę. Dziewczyna czuła się mocno zmieszana przy tej rozmowie, wszak miała być czymś w rodzaju przynęty, ma „pomachać tyłkiem… pokazać kolanka… albo coś więcej…” Henio nieustannie podkreślał, jakim to jest śmiertelnym wrogiem Jana Ptaka. - Też mu nie płacę za tę norę! Późnym wieczorem, przed pójściem spać, Marta udała się do toalety – choć na tę nazwę marnie zasługiwała rozpadająca się sławojka, usytuowana kilkanaście metrów od mieszkania. Potwornie śmierdziało, kobieta z trudem powstrzymała się żeby nie zwymiotować, gdy usiadła na brudnej desce. Czym prędzej uciekała stamtąd, ale musiała ...