-
Marta i slumsy cz. 1
Data: 29.07.2022, Autor: Historyczka
... Minispódniczka, którą Jadzia jej skądś wytrzasnęła, była mocno za skąpa, kobieta miała wrażenie, że lada moment puści jakiś szew. Bluzeczka była stanowczo zbyt mocno wydekoltowana, z łatwością dało się spod niej zauważyć koronkę stanika. Dziewczyna miała wrażenie, że wszyscy, których mija, doskonale wiedzą gdzie i po co idzie. Starszy mężczyzna w kapeluszu wpatrywał się w nią mrużąc oczy, zdawał się mówić: „Ale z ciebie lafirynda! Od razu widać, że idziesz komuś dać dupy!”. Gabinet dyrektora miał typowo PRL-owski charakter. Naburmuszony urzędnik w mig zmienił minę, ujrzawszy uroczą kobietę. Uśmiechnął się szeroko i wskazał miejsce na kanapie. Zazwyczaj nie pozwalał interesantom siadać, żeby, jak mówił: nie przyzwyczajali się. Rzadko pozwalał komuś usiąść na krześle. Gdy jednak zobaczył piękną i elegancką kobietę w minispódniczce, w bluzce z dekoltem, decyzję podjął błyskawicznie. Łakomie obserwował jak sadowi pupę, jak krzyżuje długie nogi w błyszczących nylonach i szpilkach na wysokim obcasie, jak wreszcie poprawia skąpą spódnicę. „Ech! Żeby miała jakiś kłopotliwy problem! Oj, chętnie bym tej dziewoi pomógł! Ale wykazałbym jej najpierw, jakich to wymaga ode mnie nie lada poświęceń! A wtedy i ona musiałaby ...
... coś poświęcić! Oj, musiałaby! Ależ zgrabne ma te nóżęta! Ileż ja bym dał, żeby musiała je przede mną rozłożyć!” Marta postanowiła od początku wdrażać swój plan kuszenia dyrektora. Domyślała się, że jeśli tylko z jej ust padnie słowo: Jadwiga, może wylecieć z hukiem za drzwi. Dlatego najpierw przedstawiła się, powiedziała, że jest nauczycielką historii. Uśmiechała się do urzędnika, łopocząc rzęsami, jednak nieustannie zachowywała zmartwioną minę. Wyginając usta w dziubek, niemal płaczliwym tonem komplementowała dyrektora, wychwalając go pod niebiosa. -Wiem, że jest pan bardzo wpływowym decydentem… Ptak puszył się jak nigdy. Wprost kochał pochwały. A tu jeszcze wypływające z ust takiej wytwornej w stylu bycia i elokwentnej kobiety. „Ale ma ta babka gadane! A jakie ładne te usteczka! Duże! Pełne! Jak pięknie pomalowane na krwistą czerwień. Ech! Lalu! Rozmazałbym ci tę szminkę! Oj, rozmazał!” Rzeczywiście wymienienie nazwiska Jadwigi podziałało na Ptaka, jakby ktoś mu dał w mordę. Zaklął szpetnie, ale szybko się opamiętał. Ta piękna kobieta była dla niego wyzwaniem wielokroć bardziej absorbującym niż cokolwiek innego. Znów myślał tylko o jednym – zrobić wszystko, żeby zdobyć tę ponętną damulkę!