-
Bard (I)
Data: 03.09.2022, Kategorie: historia, legenda, delikatnie, Autor: nikt
... spowijającego niemal całą okolicę, wgryzającego się w nozdrza i gardło. Nienawidził smrodu unoszącego się z każdego zaułka. Nienawidził faktu, że jedynym fachem, w jakim mógł się tu szkolić jest kowalstwo lub obróbka metalu. Ostatecznie mógł jeszcze zostać górnikiem, ale nie uśmiechało mu się wielogodzinne przesiadywanie pod ziemią. Wziął głęboki oddech i ruszył przed siebie. Płuca natychmiast wypełnił pył powodując atak kaszlu. W Nysgard kasłali wszyscy, nawet najbogatsi magnaci. Nie było sposobu, by powstrzymać wszechobecny pył. Evan skierował się do położonej na obrzeżach miasta gospody. Tu rzemieślniczy hałas niemal nie docierał. Po krótkim marszu pchnął wreszcie drzwi tawerny i wszedł do środka. W nozdrza uderzył zapach pieczonego mięsa, a uszy znalazły ukojenie w cichych dźwiękach lutni. Jak zwykle usiadł przy swoim ulubionym stole w rogu karczmy i jak zwykle zamówił dzban piwa. Nie przeszkadzało mu, że równie dobrze można byłoby nazwać go dzbanem wody. Evan odprężył się i wsłuchał w odgłosy gospody. Dwóch mężczyzn pochylonych nad zwojami prowadziło ożywioną dyskusję. - ... dlatego jeśli założymy, że wszystko jest możliwe to czy możliwe jest żeby coś było niemożliwe? - Doskonałe pytanie! W świetle teorii sformułowanej przez... Evan westchnął. Filozofia nie była jego mocną stroną. Powoli sączył piwo cierpliwie czekając aż pojawi się ona. Alicja. Dziwne imię, nigdy nie spotkał w Nysgard żadnej kobiety, która by się tak nazywała. Cóż... w ...
... końcu pochodziła zza Grzbietu Północnego. Niewiele było wiadomo o tamtych terenach. Nikt, kto tam dotarł nie powrócił. Król zorganizował nawet wojskową ekspedycję, wydając na nią znaczne środki. W efekcie cztery chorągwie piechoty przepadły bez śladu. Evan znał mnóstwo legend o tamtych krainach. Jedne mówiły o niewidzialnych bestiach rozrywających podróżników na strzępy. Inne głosiły, iż jest to kraj tak wspaniały, że każdy, kto raz tam dotrze nigdy nie będzie chciał go opuścić. Mędrcy na uniwersytetach dokładali wszelkich starań, aby uchylić rąbka tajemnicy. Bezskutecznie. A teraz, dwa miesiące temu w Nysgard pojawiła się grupa podróżników o dziwnych imionach, utrzymujących, że przybyli zza Grzbietu. Oczywiście nikt im nie uwierzył - przecież nie mieli czerwonych oczu, ogonów i wielkich kłów. Wyglądali zbyt normalnie. Evan szybko się z nimi zaprzyjaźnił, byli to ludzie otwarci, rozmowni i o wielkim talencie aktorskim. Każdy z nich potrafił wspaniale śpiewać i grać na instrumentach, które nazywali lutniami. W Nysgardzkich gospodach szybko zdobyli dzięki swoim umiejętnością popularność, karczmarze hojnie płacili za ich występy. Poza tym pośród nich była ona. Skrzypienie zawiasów przerwało jego rozmyślania. Drzwi uchyliły się a do środka weszła Alicja. Jej smukła, niezbyt wysoka sylwetka wyglądała ślicznie w przytłumionym świetle lamp. Jasne włosy zafalowały, kiedy podeszła kołysząc biodrami. Evan przyglądał się, jak zręcznie usiadła naprzeciw niego i uśmiechnęła się ...