-
Moda polska (IV)
Data: 30.09.2022, Kategorie: małżeństwo, związek, Autor: Dandelion
Alicja bardzo się boi. Po przyjęciu na Woli musiała wracać do domu taksówką, bo Konrad wyszedł w trakcie i zabrał samochód. Nie było go w domu, kiedy wróciła, zjawił się dopiero w niedzielę po południu, wymięty i zmizerniały. Przygotowała kolację, którą zjedli w milczeniu. Położyła się potem jak zwykle, ale Konrad nie usiadł swoim zwyczajem przy komputerze. Zamknął się w łazience, skąd przez ponad godzinę dobiegał ją szum lejącej się z prysznica wody. Później przez pół nocy tłukł się po domu jak tygrys w klatce. Alicja drżała pod kołdrą wsłuchana w jego miarowe kroki. Konrad nigdy wcześniej tak się nie zachowywał, dlatego przygotowywała się na najgorsze. Wpadnie do sypialni z wrzaskiem? Uderzy ją? Wywlecze za włosy z łóżka? Wszystko było lepsze od tego oczekiwania w zimnie i pustce. Gotowa była na poniesienie kary, byle tylko on przestał tak chodzić z kąta w kąt, jak lunatyk w transie. Kiedy wreszcie uchyliły się drzwi i jej mąż po cichu wszedł do sypialni, Alicja cała sprężyła się w sobie w oczekiwaniu na cios. Jednak Konrad po prostu położył się obok niej i starając się jej nie dotykać, odwrócił się plecami. Zasnął szybko, ale w ciągu nocy kilkakrotnie zrywał się jakby dręczyły go koszmary. Nazajutrz wszystko było jak zwykle – a przynajmniej z pozoru. Konrad poszedł do pracy, a kiedy wrócił zachowywał się normalnie. Odzywali się do siebie zdawkowo, co od pewnego już czasu było normą, ale żadne z nich słowem nie wspomniało o party w sobotę. Jakby to był jakiś temat ...
... tabu, coś o czym mądrzy ludzie nie wspominają, ponieważ jest zbyt nieprzyzwoite. Najgorsze było to, że nie byli w stanie podnieść na siebie wzroku: podczas krótkiej wymiany zdań przy kolacji ona spuszczała oczy, on patrzył gdzieś w bok. Alicja czuła się jak trędowata, niechęć jej męża wobec niej była fizycznie wyczuwalna w każdym jego geście: kiedy szybko odsuwał dłoń w momencie, w którym podawała mu sól, kiedy w nocy odsuwał się na skraj łóżka. Ona nie czuła wobec niego odrazy pomimo faktu, że widziała go w ustach innej kobiety. Zdumiona była tym, jak mało ją to obeszło. Dopiero teraz zdała sobie sprawę z własnej odporności psychicznej. A może to była oziębłość? Jak by nie nazwać tych uczuć, Alicja czuła, że w środku jest jak zimna stal. Błyskawicznie wyparła ze świadomości wszystko co stało się w sobotę, a kiedy wracała do tego we wspomnieniach, wspomnienia te dotyczyły obcych osób. Nie jej, nie Konrada, tylko jakiejś nieznanej jej pary ludzi, którzy mocno zbłądzili. Swą siłę czerpała z wyparcia i szybko wracała do równowagi. Jednak z Konradem było inaczej. Kilkakrotnie kątem oka pochwyciła jego spojrzenie: spojrzenie rzucane z ukosa, ukradkowo, tak jak się patrzy na zdeformowanego człowieka, kiedy wiadomo, że gapić się nie wypada, ale fascynacja ohydą jest silniejsza. Za każdym razem drżała i kuliła się w sobie. Tak mijały dni. <strong>Konrad</strong> „Co tak cuchnie?” Konrad zastanawia się nad tym, siedząc przy stole w kuchni. Węszy ukradkowo, podnosi pokrywkę ...