-
Moda polska (IV)
Data: 30.09.2022, Kategorie: małżeństwo, związek, Autor: Dandelion
... cukierniczki i sprawdza, czy coś się tam nie zalęgło. Wącha swoją herbatę. Ale to nie to, nie jest w stanie zlokalizować źródła nieprzyjemnego zapachu. „Jakby coś się psuło”. Może coś w kuble na śmieci, albo w kanalizacji, może trzeba po prostu przepchać zlew. Kątem oka obserwuje krzątającą się Alicję. Wygląda jakoś dziwnie, Konrad nie potrafi tego nazwać, ale coś mocno mu nie pasuje w wyglądzie żony. Po chwili dociera do niego, że przykry zapach, który czuje w kuchni nasila się, kiedy Ala jest w pobliżu. Konstatuje ze zdumieniem, że to jego żona tak obrzydliwie śmierdzi... Nie umyła się po... tym? Nie do wiary, co za fleja! Konrad odsuwa się z odrazą. Po kolacji długo szoruje się pod prysznicem, szoruje się do żywego, ale zapach pozostaje. Konrad nie jest w stanie wejść do sypialni wiedząc, że leży tam ta cuchnąca flama. Kiedy wreszcie zmusza się do tego, żeby wejść i się położyć, zapach jest tak wszechogarniający, że ma uczucie iż zaraz się udusi. Nakrywa głowę kołdrą i odsuwa się na skraj łóżka, ale to niewiele pomaga. Zamyka oczy, ale pod powiekami widzi Alicję na sofie. Nogi ma rozrzucone, grube uda przypominają blade pnie spomiędzy których wyrasta coś czarnego i kudłatego. Coś z niej wychodzi, coś obrzydliwego... Alicja stęka jak rodząca, usiłując jednocześnie przytrzymać to „coś” w sobie i Konrad nagle widzi, że to ogromnych rozmiarów penis. Jest tak wielki, że pochwa jego żony rozwiera się na kształt bulaju okrętowego, mimo to nie przestaje wpychać go w siebie, ...
... zawodząc przy tym z rozkoszy. Kiedy wreszcie wyciąga to coś, z jej rozwartej dziury, jak z kanału burzowego zaczynają wylewać się strumienie czegoś białego, czegoś co ścieka, kapie, przelewa się i cuchnie... Konrad zrywa się z krzykiem, ale kiedy ponownie zamyka oczy, scena powraca, nie można przed tym uciec. <strong>Alicja</strong> Nadchodzi kolejna sobota, Konrad jest od rana w domu. Chociaż nic szczególnego się nie dzieje, w powietrzu czuć ogromne napięcie, jak przed zbliżającą się burzą. Alicja stara się jak może, by schodzić mężowi z drogi, ponieważ widzi wyraźnie, że ten miejsca sobie nie umie znaleźć. Patrząc jak Konrad chodzi to tu, to tam, podnosi coś, żeby za chwilę to odłożyć, zerka na nią co chwilę wzrokiem, w którym czai się obrzydzenie i zgroza, uświadamia sobie z zimnym lękiem, że jej mąż wymaga opieki psychiatry. Tylko jak go do tego namówić? „Kochanie sądzę, że odbiła ci palma, czy mógłbyś łaskawie założyć ten kaftan?” Nie ma pojęcia jak postąpić, czuje bezbrzeżny żal nie mogąc mu w żaden sposób pomóc. Zdaje sobie doskonale sprawę z tego, że źródłem cierpienia Konrada jest ona sama, to co zrobiła, czego on był świadkiem, a czego nie da się w żaden sposób cofnąć. Jednak tak dłużej żyć nie można i Alicja wie, że rozwiązanie jest blisko. Czeka na finał, jak się czeka na nadchodzące tornado: z przerażeniem, ale jednocześnie pogodzeniem z losem, ponieważ nic już zrobić się nie da i wszelki opór jest zbyteczny. - Dobrze ci było? Pytanie pada znienacka, kiedy ...