-
Moda polska (IV)
Data: 30.09.2022, Kategorie: małżeństwo, związek, Autor: Dandelion
... jest zajęta zmywaniem po obiedzie. Konrad stoi w drzwiach kuchni, ręce trzyma w kieszeniach, a jego twarz wykrzywia złośliwy uśmiech. Alicja nie odpowiada. - Mówię do ciebie! Alicja zakręca wodę i odwraca się wolno. Widzi, że Konrad cały drży od hamowanej furii i jej gardło ściska lęk. - Nie rozumiem... - odzywa się schrypniętym ze strachu głosem. - Pytałem, czy ci było dobrze! – Konrad podchodzi, potem cofa się gwałtownie – Czy ty się w ogóle myjesz? Demonstracyjnie zatyka nos i wachluje powietrze przed swoją twarzą. - Śmierdzisz jak zaraza, wytrzymać się tego nie da..! - Konrad, no coś ty... - Alicja jąka się – Prze... przecież widzisz, że codziennie biorę prysznic... - Więc chyba robisz to źle! – parska – Bo jedzie od ciebie! Tak ci się to podobało, że postanowiłaś zostawić sobie coś na pamiątkę? - Nie, skąd... - Ale było miło, prawda? Był dobry? Pewnie, że tak! No przyznaj wreszcie, że to była zajebista sprawa..! Alicja staje jak skamieniała, w ręce ciągle trzyma talerz, którego nie zdążyła domyć. - Ja też cię widziałam – zaczyna mówić – z tą kobietą... - Gówno widziałaś! – Konrad wyrywa jej talerz z ręki i ciska go z furią na podłogę – Za to ja widziałem... ho, ho, aż za dużo! Słyszałem cię. Dobrze ci było?? Dobrze?! Tak?! Powtarza kilka raz „tak?!”, „tak?!” z twarzą wykrzywioną cierpieniem i furią. Alicja rozumie nagle, że nadeszła decydująca chwila. - Tak, dobrze mi było! – odzywa się drżącym głosem – On mnie zatrzymał, ...
... rozmawiał ze mną. Był czuły i delikatny. Całował mnie. Pieścił mnie. Obudził we mnie kobietę! I nigdy, nigdy wcześniej, z nikim, nie było mi tak cudownie jak z nim..!! Konrad atakuje znienacka, jak żmija. Łapie Alicję z pulchny kark, okręca i pcha jej głowę do zlewu pełnego mydlin. - Już ja cię oduczę tak mówić, suko! Alicja totalnie zaskoczona wciąga w płuca haust letniej, tłustawej wody. Krztusi się. Wymiotuje z głową zanurzoną w wodzie. Jak to strasznie boli..! W oczach jej ciemnieje, usiłuje krzyczeć, z jej ust bucha piana. Konrad nie puszcza, chociaż czuje, że jeszcze trochę, a złamie jej kark. Wtedy instynkt samozachowawczy dochodzi do głosu i Alicja zaczyna walczyć. Już tego nie czuje, ale wykręca ręce w tył i okłada nimi oprawcę. Kopie nogami i trafia go w krocze. Konrad wyje, ale nie zwalnia chwytu, jest w amoku. Miotają się przy zlewie, rozchlapując wszędzie wodę i nagle Alicja ślizga się i traci równowagę. Ciężar jej korpulentnego ciała ściąga mężczyznę w dół, oboje padają. <strong>Konrad</strong> Konrad przeciera oczy. Tuż obok Alicja leży w kałuży mydlin i charczy przez otwarte usta jak ryba wyjęta z wody. Twarz ma siną, oczy wytrzeszczone, włosy w pianie. Kaszle i pluje, usiłując pozbyć się wody z płuc. Ohydny zapach, który spowijał jego żonę od tygodnia nagle znikł. Konrad patrzy na swoje ręce, na wodę na podłodze, na walczącą o oddech Alę. - O Boże... O Jezu, Ala... Nie chciałem... Kobieta ślizga się na kafelkach, usiłując wstać. Biegnie do ...