-
Umowa 5
Data: 16.10.2022, Autor: merlin
Co ona w nim zobaczyła? Znowu zaczęło gnębić mnie pytanie, które już wcześniej sobie zadawałem. Facet zakompleksiony, odważny w stosunku do ludzi, którzy według niego są niżej w łańcuchu pokarmowym. Przypomniałem sobie opowieści Artura, który zrobił małe rozeznanie na jego temat. Kobiety jednak faktycznie pochodzą z innej planety, westchnąłem. Rzadko można zrozumieć czy się kierują przy wyborze partnera. Tak dziewczyna, jak Wika trafia w ręce takiego miernoty, a mogłaby mieć każdego. Miałem jednak nadzieję, że uda mi się to zmienić. Dalsze rozmyślania przerwał kelner, który zjawił się, żeby przyjąć zamówienie. Po jego odejściu pałeczkę przejęła Monika. Wyglądało to, jak przesłuchanie. Przy okazji ja również dowiedziałem się paru ciekawych rzeczy o koledze Jerzym. O mało nie parsknąłem śmiechem, kiedy zaczął opowiadać o domku, który buduje, o planowanej rodzince. Najbardziej utkwił mi w pamięci fragment o gromadce dzieci, które ma zamiar spłodzić. Na uwagę Moniki, że jego partnerka może nie podzielać tych marzeń, machnął lekceważąco ręką. -Młoda jest, jeszcze ją wychowam, skwitował krótko. -Miejsce kobiety jest w domu, przy dzieciach i mężu. Miałem ochotę zapytać tego żałosnego kutasa, jak sobie wyobraża to wychowanie, ale ostrzegawcze spojrzenie Moniki skutecznie mnie powstrzymało. Jednak największą niespodzianką było, kiedy schylił się nad stolikiem i konspiracyjnym szeptem oznajmił, że jego narzeczona jest ...
... dziewicą. Tym razem nie wytrzymałem. W ostatniej chwili podniosłem do ust serwetkę, żeby nie parsknąć śmiechem. -Naprawdę! Gość zaczął zapewniać, widząc niedowierzające spojrzenie Moniki. -Obiecaliśmy sobie, że nasz pierwszy raz będzie po ślubie, w nowym gniazdku, wyprężył dumnie pierś. -Ile Pana narzeczona ma lat? Przez moment pytanie Moniki zawisło w próżni. Nadstawiłem uszu ciekaw odpowiedzi. -Chyba dwadzieścia pięć w jego głosie brzmiało wahanie. Spojrzałem na Monikę, która zdziwiona pokręciła głową. Słuchając tego żałosnego kutasa, odniosłem wrażenie, że jest z siebie dumny. Że Wiktoria powinna być mu wdzięczna. Jeszcze przez chwilę trwała ta dziwna rozmowa. W końcu dobiegła końca. Kiedy tylko Monika potwierdziła, że umówiła go na spotkanie z dyrektorem, facet się pożegnał. Przez chwilę siedzieliśmy w milczeniu, spoglądając na siebie. -Boże! Skąd się biorą tacy ludzie? W głosie Moniki brzmiało niedowierzanie. -Współczuję tej dziewczynie. -Ja bym z nim nie wytrzymała pięciu minut, dodała. -Krzysiu! Musisz zabawić się w rycerza na białym koniu. -Musisz wyzwolić księżniczkę z łap okropnego smoka, zachichotała. -Wiesz! Po tym wszystkim mam ochotę się upić. -Tyle bredni to jeszcze nie słyszałam na raz. Poczułem, jak kładzie swoją rękę na mojej dłoni. -Przenocujesz mnie dzisiaj? W jej cichym szepcie zabrzmiała prośba. -A Romek? -Znowu wyjechał, uśmiechnęła się smutno. Zresztą to nieważnie, muszę korzystać z ...