1. Umowa 5


    Data: 16.10.2022, Autor: merlin

    ... głęboki.
    
    Sprawiał wrażenie, że mówi facet przyzwyczajony, do posłuchu.
    
    -Bardzo pana przepraszam, że ośmielam się niepokoić, ale czy moglibyśmy się spotkać?
    
    -Rozumiem, że może pan być zaskoczony moją prośbą, głos ciągnął dalej.
    
    -Ale obiecuję, że wszystko wyjaśnię, jak się spotkamy.
    
    Przez chwilę milczałem, zastanawiając się, czy ktoś nie robi mi kawału.
    
    -Przepraszam, jest tam pan, rozmówca po drugiej stronie zaniepokoił się moim milczeniem.
    
    -Jestem, przytaknąłem odruchowo.
    
    -Przepraszam bardzo, ale czy my się znamy?
    
    -Osobiście nie, ale wiele o panu słyszałem.
    
    -Mam nadzieje, że pan również słyszał o mnie.
    
    W jego głosie zabrzmiała ironia.
    
    To musi być jakiś dowcip, znowu przemknęła mi myśl o kumplach.
    
    -Dobrze, w końcu się zdecydowałem.
    
    Jak chcą się zabawić, to proszę bardzo.
    
    -Kiedy i gdzie starałem się być konkretny.
    
    Może być dzisiaj?
    
    -Oczywiście.
    
    -W takim razie o siedemnastej w klubie, tu padła nazwa wyjątkowo ekskluzywnego lokalu.
    
    Miałem przyjemność parę razy w nim bywać i naprawdę robił wrażenie.
    
    -Cóż w takim razie do zobaczenia, usłyszałem w słuchawce i połączenie zostało zakończone.
    
    Ciekawe kto to dzwonił?
    
    Po namyśle z listy potencjalnych dowcipnisiów skreśliłem kumpli.
    
    Oni byli bardziej bezpośredni, taka tajemniczość nie pasowała do nich.
    
    W końcu przestałem łamać tym sobie głowę.
    
    Wkrótce się przekonam czy to coś poważnego, czy głupi dowcip.
    
    Punktualnie o umówionej godzinie stawiłem się w ...
    ... klubie.
    
    I znowu czekała mnie kolejna niespodzianka.
    
    Ledwo wszedłem do foyer, podszedł szef klubu.
    
    -Pan Krzysztof?
    
    -Tak! Odpowiedziałem lekko zaskoczony.
    
    -Pan prezes oczekuje pana.
    
    Skłonił się lekko i wskazał na usytuowaną w głębi lożę.
    
    -Proszę za mną, w jego głosie usłyszałem ponaglenie.
    
    Posłusznie udałem się za przewodnikiem.
    
    -Panie prezesie! Pański gość, szef wskazał na mnie dłonią.
    
    -Dziękuję bardzo. Mężczyzna nazwany prezesem wstał i wyciągnął dłoń.
    
    -Proszę wybaczyć za te dość tajemnicze zaproszenie, ale koniecznie chciałem z panem porozmawiać.
    
    Widząc, że nie wyciągam dłoni, żeby odwzajemnić jego powitanie, chrząknął.
    
    -Przepraszam, nie przedstawiłem się, nazywam się Brzeziński, mąż Moniki dodał.
    
    Poczułem, jak cierpnie mi skóra.
    
    Takiego obrotu sprawy się nie spodziewałem.
    
    Wprawdzie Monika wspominała coś o małżonku, ale zawsze dodawała, że ich małżeństwo jest bardzo otwarte.
    
    Podobno dali sobie wolną rękę w utrzymywaniu bliższych relacji z innymi.
    
    Coś z moich rozmyślań musiało być widoczne.
    
    -Proszę się uspokoić, nie mam zamiaru robić panu wyrzutów, głos gościa był spokojny pozbawiony emocji.
    
    -Po prostu chciałem poznać człowieka, który zaspokaja towarzyskie potrzeby mojej żony.
    
    Chciałeś powiedzieć, że ją posuwa, przemknęło mi przez głowę, ale zostawiłem to dla siebie.
    
    -Monika wyraża się o panu w samych superlatywach, gość kontynuował.
    
    -Widzę, że pan nie rozumie, małżonek Moniki uśmiechnął się i zajął miejsce za ...