1. Samotna Królewna (I)


    Data: 31.10.2022, Kategorie: nieletni, rozwód, pierwsza miłość, wpadka, zakochanie, Autor: Taka_Miłość

    ... co ty chcesz pić? Może za przyszłość, przeszłość... za retrospekcje.
    
    – Retro... retro...
    
    – Retrospekcje – niemal wysylabizował w chwili, gdy czerwona ciecz lała się z butelki wprost do kielicha, tak typowo przy tym chlupiąc.
    
    – Piosenka taka była – przypomniała sobie. – Kiedyś ją cholernie lubiłam.
    
    – Jaka piosenka? – zdawało mu się, że stracił wątek, albo że Katrina znajduje się już w innym świecie, po którym biegają białe myszki i to nie gęsiego, a zapierdzielają stadami.
    
    – No ta, taka...
    
    miała tam refren.
    
    – Kto? – Tym razem to on zmrużył oczy i zmarszczył nos. Czuł, że musi to przepić. Nawet już nie trudził się dolewaniem do swojego kieliszka. Napił się wprost z butelki.
    
    – No ta taka, no na pewno wiesz.
    
    – Nie – jęknął.
    
    – Jak ty się na niczym nie znasz. – Katrina wydawała się być załamana niewiedzą swojego towarzysza. – To leciało jakoś tak...
    
    .
    
    – Pożółkły – poprawił ją.
    
    – Żółkły – warknęła, rzucając w jego stronę spojrzenie, które gdyby tylko miało taką moc, to przyszpiliłoby go do ściany, krzyżując niczym Rzymianie Chrystusa. –
    
    Kilka lat wcześniej...
    
    Blondyn o niebieskich oczach depnął gazu i pewniej zacisnął swoje dłonie na kierownicy. Znał drogę na pamięć. Przemierzał ją co najmniej dziesięć razy w ciągu tygodnia – w tę i z powrotem, zawsze gdy jechał do pracy, i gdy z niej wracał. Piwo spokojnie spoczywało w miejscu przeznaczonym na kubek, było otwarte. Sergiusz co jakiś czas wyciągał po nie rękę, czynił łyk, czasami dwa i ...
    ... odkładał na miejsce.
    
    Niespodziewanie zadzwonił jego telefon komórkowy, umiejscowiony na kokpicie. Stara
    
    w niebieskiej obudowie z elementami fosforyzującymi, zapewniającymi jej widoczność, nawet w całkowitej ciemności. Sergiusz chwycił pewnie za ten telekomunikacyjny wynalazek i przyłożył go do swojego prawego ucha, jednocześnie zdejmując dłonie z kierownicy, by wyciągnąć gumę z ust i wrzucić ją do popielniczki.
    
    – Sergiusz Antczak z tej strony – powiedział swoim zwyczajnym, ciepłym i przemiłym głosem. Lekko ochrypł, zapewne od sędziowania podczas zawodów, przynajmniej tak pomyślała Katrina kiedy tylko go usłyszała.
    
    Pięćdziesięciodwuletni mężczyzna, jednak, nie zdążył usłyszeć ani jednego słowa dziewczyny. Komórka wypadła mu z rąk. Szybko zerknął na znak drogowy, wskazujący na to, że ma drogę pierwszeństwa. Schylił się więc po komórkę i zaczął na oślep poszukiwania. Jego lewa dłoń ciągle spoczywała na kierownicy.
    
    Niespodziewanie czarne
    
    wyjechało znikąd na drogę, jakby było zjawą, nagle zrzuconą z nieba na ten właśnie odcinek trasy. Sergiusz zauważył pojazd w ostatniej chwili. Nie było szans, by go wyminął, bo wszędzie znajdowały się drzewa. Pozostało tylko podjąć szybko jakąś, męską decyzję.
    
    Lewo? Prawo? Prosto?
    
    Odbił w lewo...
    
    Wyrok boski zapadł i był nie do odwołania, a słowa owego wyroku, przekazał mężczyzna w białym kitlu, zaraz po wyjściu z sali operacyjnej:
    
    – Pan Antczak... zoperowaliśmy go, wydaje się, że będzie żył, ale jego mózg był długi ...
«1234...35»