1. Samotna Królewna (I)


    Data: 31.10.2022, Kategorie: nieletni, rozwód, pierwsza miłość, wpadka, zakochanie, Autor: Taka_Miłość

    ... czas niedotleniony. Gdyby sprawca nie uciekł z miejsca wypadku, wyjął pani męża z pojazdu i udzielił pierwszej pomocy, to być może wszystko potoczyłoby się zupełnie inaczej.
    
    – Co mogę teraz robić? – zapytała Alicja. Była trzydziestokilkuletnią kobietą o nienaturalnej barwie włosów i jeszcze mniej naturalnej barwie oczu. Blondynka w pasemkach o oczach tak błękitnych, że można było w nich utonąć.
    
    – Modlić się i być dobrej myśli. Wszystko się okaże dopiero po wybudzeniu pacjenta – odpowiedział chirurg, który już miał wyminąć kobietę i zbierać się do domu, ale na korytarz właśnie wpadli kolejni ludzie.
    
    Nowymi przybyłymi było młode małżeństwo z kilkuletnim dzieckiem na rękach i kobieta około pięćdziesięciu lat. Ta także miała blond włosy i niebieskie oczy, ale jej tęczówki nie miały już tej wspaniałej barwy błękitu, i nie odbijały światła w ten specyficzny, magiczny sposób, jak tęczówki Alicji.
    
    – Panie doktorze, jestem Anna Antczak. Chciałabym wiedzieć co z moim mężem.
    
    Szatyn w białym kitlu stanął jak wmurowany i tylko przenosił swój wzrok z jednej blondynki na drugą. W końcu zatrzymał swoje rozbiegane spojrzenie na tej starszej z pań i rzekł powoli, jakby z niedowierzaniem:
    
    – Pani mężem?
    
    Lekarz tamtego dnia faktycznie pomylił kochankę Sergiusza Antczaka z żoną mężczyzny. Lekarz ten w ogóle często się mylił, zupełnie, jakby się nie znał na ludziach, ale ukończył studia medyczne z wyróżnieniem i był naprawdę dobrym chirurgiem. Co do jednego, mężczyzna w białym ...
    ... kitlu miał jednak rację –
    
    Wykorzystany utwór:
    
    Składałam właśnie swój ulubiony sweter w rurkę. Nigdy nie lubiłam składać ubrań i nigdy nie potrafiłam tego porządnie robić, być może dlatego, że zawsze nieszczególnie się przykładałam do prac domowych. Co prawda dbałam o porządek i starałam się, by w naszym niewielkim, dwupokojowym, wynajmowanym mieszkanku było względnie czysto, ale i tak nie było dnia, by jakaś zbłąkana szklanka, pusta butelka, czy kolczyk lub rękawiczka bez pary, nie znajdowały się na stole, komodzie czy parapecie. W mojej szafie też panował rozpiździec. Wszystko było zmięte i wciśnięte na siłę. Dywan nie był idealnie wyprany, a podłogi nigdy nie pastowałam. Teraz myślałam o tym wszystkim, stojąc przed kanapą, gapiąc się w okno, znajdujące się za nią i gniotąc ten biały sweter zrobiony na szydełku, który miałam zaledwie dwa razy na sobie. Pomimo tak rzadkiego użytkowania, to ubranie stało się moim ulubionym i czułam, że tak pozostanie już na zawsze. W końcu nachyliłam się do torby sportowej, leżącej na złożonej kanapie i wcisnęłam w nią biały, wełniany sweter, potem dopakowałam jeszcze jakąś szkatułkę z biżuterią i siatkę ze skarpetkami. Jakimś cudem udało mi się zapiąć zamek, a później przekazać bagaż szczupłemu brunetowi.
    
    – To wszystko? – zapytał Gracjan.
    
    Chłopak był rok ode mnie młodszy. Kiedy nie zdałam, a było to w jeszcze w podstawówce, to spotkaliśmy się w tej samej klasie. Przez pewną, zołzowatą nauczycielkę zostaliśmy zmuszeni, by dzielić z ...
«1234...35»