-
Ambona
Data: 29.11.2022, Autor: andrewboock
Ambona * Kamil, z wysiłkiem malującym się na jego zmęczonej twarzy, uniósł ciężki żeliwny młot. Opuścił go na drewniany pal, który pod wpływem uderzenia wcisnął się z łatwością w miękką ziemie. Chwycił drut kolczasty dłonią ubraną w grubą rękawicę. Owinął giętki metal wokół drewnianego pala naciągając go jak strunę z głośnym sapnięciem. Stanął twardo na nogach ocierając spocone czoło. Promienie słońca grzały jego spieczony kark. Odprężył się oglądając okolicę, gdzie mieściło się jego małe podupadłe gospodarstwo. Nie żył z uprawniania roli, ponieważ niemal wszystkie ziemie sprzedał dalekiemu sąsiadowi. Życie zmuszało nieraz do wszelkich wyrzeczeń, ale również Kamil nie miał talentu do prowadzenia upraw. Do niego należała polana oddalona o kilkadziesiąt metrów od posiadłości. Zawsze zasiadał na ganku wieczorami oglądając pola skąpane w blasku promieni zachodzącego słońca. Otwierał wtedy piwo bujając się na krześle i błądził wzrokiem po kołyszących się kłosach bujnej trawy, która porastała jego jedyny skrawek ziemi. Nagle w oddali dostrzegł parę młodych nastolatków idących piaszczystą, krętą drogą w stronę lasu. Zakręcała ona w taki sposób, że oplatała polne gęstej trawy z trzech stron. Większość podróżujących skracała sobie drogę wydeptując ścieżkę, tworząc szpetną bliznę na twarzy natury. Kamila denerwowała owa skaza, ponieważ uwielbiał przyglądać się w oddali falującym źdźbłom zielonego jeziora, które koiły jego nerwy. Przystąpił on do ogradzania swojej własności, ...
... ale większość ludzi nie zwracała uwagi na kilka pachołków ze sznurkiem. Otoczył polanę drutem kolczastym, którego zamierzał również podłączyć do prądu, by młodzi nastolatkowe skradający się w stronę lasu, na niegrzeczne spacery, nauczyli się omijać jego ulubioną polanę z daleka. Podążył wzrokiem za dwojgiem nastolatków, którzy wypatrzyli zarastająca ścieżkę i przeszli przez przewrócony słupek na jego teren. Zacisnął zęby, a na twarzy pooranej potrądzikowymi bliznami pojawił się grymas wściekłości. Dłoń spoczywająca na drewnianym trzonie młota, zacisnęła się mocno, a do jego uszu dobiegł cichy zgrzyt roboczej rękawicy. Złowieszczy dźwięk działał odrobinę kojąco na zbolałą psychikę. Zaczął przyglądać się szczupłej dziewczynie z długimi czarnymi włosami związanymi ciasno w kąski ogon. Cieniutka sukienka sięgająca do polowy ud powiewając przy każdym kroku odsłaniała zgrabne długie opalone nogi. Kwiecisty materiał podkreślał jej talię. Chłopak szedł dumnie obok trzymając ją za rękę. Kamil dostrzegł, że młodzieniec chwali się przed niewidoczną publicznością piękną zdobyczą, którą prowadził ku JEGO wysokiej trawie, gdzie mogli zanurzyć się i parzyć bez opamiętania się. Młoda para przemierzyła ścieżkę szybkim krokiem zmierzając ku cieniom drzew. Nagle przystanęli poza jego polaną, a chłopak wskazał na las, gdzie na pograniczu bujnej zieleni, a polem pokrytego zbożem znajdowała się stara ambona myśliwska. Wyblakłe czarne deski porośnięte były rzadkim mchem nadając złowieszczy wygląd ...