-
Przeszłość nigdy nie znika (II)
Data: 08.12.2022, Kategorie: Klasycznie, kryminał, praca, tęsknota, Autor: SilverBeauty
... naprawdę cię kocham. Jak usłyszałam, że masz być moim kolejnym celem prosiłam o darowanie ci życia – samą prośbą ryzykowałam swoje! Usłyszałam, że nie ma mowy, i że to ja mam cię zlikwidować, bo mam największą skuteczność przy mężczyznach. Gdybym odmówiła zabiliby mnie, a tobą i tak by się zajął ktoś inny, a ja za bardzo kocham życie. Jedyne co mogłam zrobić, to stworzyć taką mieszankę trucizn, żeby śmierć była bezbolesna i możliwie szybka. Tak też zrobiłam, nawet nic nie poczujesz. Tyle łez wylałam... żałuję że tam wyjechałam. Wiem, że bylibyśmy razem szczęśliwi, kocham cię, naprawdę. Ale to już niemożliwe. Przykro mi. – Wiem, że te wszystkie słowa były prawdziwe. Nie miała powodów żeby kłamać. I widziałem łzy w jej oczach, znów, tym razem byłem pewien, że są szczere. Czyli naprawdę mnie kocha, tęskniła. Jestem ważny. W tej sytuacji to może absurdalne, ale poczułem ciepło na sercu. - Mi też przykro – w końcu odpowiedziałem - Tobie? Powinieneś być wściekły albo załamany! - Wściekły nie jestem, załamany tak, bo cię stracę, znowu. Ale przede wszystkim mi przykro, bo ci ufałem. A poza tym... Martyna też ma znajomości, rozgryzła cię, znalazła na jakichś serwerach służb specjalnych twoje zdjęcie i szczątkowe informacje, napisała mi smsa. Nie uwierzyłem ale... na wszelki ...
... wypadek zamieniłem nasze kawy. To ty wypiłaś tą spod okna, przeznaczoną dla mnie. To ty umierasz Julia... kochanie. Już nic nie mogę zrobić. Sama sobie „strzeliłaś w kolano”. Dlatego mi przykro. Żegnaj – powiedziałem. Pocałowałem ją ostatni raz w czoło i z bezgranicznym smutkiem w sercu wyszedłem z jej mieszkania, zostawiając ją przerażoną na krześle w kuchni. *** Stoję w kościele i patrzę na leżące w trumnie ciało. Ciało jedynej kobiety, którą kiedykolwiek kochałem. Jedynej z którą naprawdę wierzyłem w szczęście. Patrzę na ciało kobiety, która chciała mnie z premedytacją zabić. Obok mnie stoi moja narzeczona – Martyna i trzyma mnie za rękę, ona jedna wie, że Julia nie popełniła samobójstwa, nie musiałem jej mówić, domyśliła się jak to było. Jesteśmy znów razem – za 8 miesięcy zostaniemy rodzicami. Czy jestem szczęśliwy? Nie. Straciłem prawdziwą miłość już na zawsze, co więcej ukochana kobieta chciała mnie zabić, jestem w związku z przymusu i żyję w ciągłym strachu, że znajdą mnie jacyś współpracownicy Julki, że moje dziecko zostanie pół-sierotą. Z tego powodu zaraz po pogrzebie wyjeżdżamy, wyprowadzamy się i zmieniamy nazwisko. Stojąc nad trumną stwierdzam jeszcze raz – nie, nie jestem szczęśliwy. Ale akceptuję moje życie. W tym okrutnym świecie trzeba umieć to robić.