1. Kuzynka, moje panny i złote łany…


    Data: 03.01.2023, Kategorie: wspomnienia, wakacje, wieś, Autor: Indragor

    Chciałbym, jeśli pozwolicie, opowiedzieć historię, która wydarzyła się, gdy miałem osiemnaście lat, czyli... nie tak dawno temu. Z tamtych wakacji najbardziej zapamiętałem szum wiatru w lesie, zapach złotych łanów zbóż i moją wiecznie rozweseloną, a zarazem roztrzepaną kuzynkę, opuszczającą już wiek dziecięcy, ale jeszcze nieskażoną chorobą dorosłości. Zacznę jednak od nakreślenia tła, aby wydarzenia owego lata stały się bardziej zrozumiałe.
    
    Przez moje życie, już od dziecka, przewinęło się sporo dziewczynek, dziewczyn i kobiet. Jednak nie to, co wam być może w tym momencie się wydaje, nie miałem ich „na pęczki” i nie tylko te mam na myśli. Chociaż w znacznej części „te inne” też były moje, ale nie w dosłownym znaczeniu tego słowa. Nigdy jakoś nie czułem potrzeby zdobywania dziewczyn „hurtem” jak niektórzy moi koledzy czy znajomi. Być może dlatego, że w moim najbliższym otoczeniu od zawsze kręciły się aż cztery siostry. A może to po prostu taka cecha charakteru. Ciekawe, że były takie panienki, które z pewnością już na zawsze utkwiły w mojej pamięci, wywołując raz na jakiś czas nostalgiczne wspomnienie. Są też takie, które wówczas wydawały się tymi jedynymi, a teraz nawet nie jestem w stanie przypomnieć sobie ich imion.
    
    Pochodzę z wielodzietnej rodziny. Jak mówiłem, mam cztery siostry, trzy starsze, i ja jeden. Wyobrażacie to sobie? Mama pracowała jako tłumaczka języka angielskiego, ale przede wszystkim zajmowała się domem. To ojciec, który wcześniej był sportowcem, a ...
    ... teraz można powiedzieć biznesmenem w branży sportowej, był tym „od zarabiania pieniędzy”. Wbrew obiegowym opiniom o bratersko-siostrzanych relacjach, miałem bardzo dobre kontakty z siostrami. Może dlatego, że jako „jedynak” w tym towarzystwie, byłem hołubiony, szczególnie przez starsze siostry. Nie znaczy, że nie było żadnych spięć. Jak to w rodzeństwie, zawsze się zdarzały, ale ogólnie nie miałem problemów z dogadywaniem się z siostrami. Ponieważ byłem dyskretny, siostry, bywało, że powierzały mi swoje dziewczyńskie tajemnice, czasami wypłakując się po jakimś niepowodzeniu, a ja musiałem je pocieszać. W rewanżu to one, szczególnie dwie najstarsze wprowadziły mnie stopniowo w arkana seksu. Jeżeli chodzi o wiek, to między nami było kolejno półtora roku różnicy, plus minus. Można powiedzieć, że pod względem kontaktów z siostrami byłem szczęściarzem. Tu pozwolę sobie na dygresję. Jeden z moich kolegów miał siostrę, niestety starszą, która była po prostu... ciężko mi to powiedzieć, bo byłem wychowywany w szacunku do płci przeciwnej, ale była po prostu wredną suką. Jeśli mogła komuś dokuczyć, w tym kumplowi, była szczęśliwa. Kolega kiedyś w rozpaczy powiedział, patrząc na mnie z nadzieją w oczach: „może gdyby ktoś ją wreszcie zerżnął, to nie byłaby taka wściekła”. Ja jednak nie miałem ochoty zbliżać się do takiej osy.
    
    Imiona siostrom wybrał ojciec, a mnie mama. Tato doszedł do wniosku, że skoro mama na imię ma Dorota, to imiona córek powinny zaczynać się na literę „d”. I tak ...
«1234...42»