-
Kuzynka, moje panny i złote łany…
Data: 03.01.2023, Kategorie: wspomnienia, wakacje, wieś, Autor: Indragor
... krępowały się własnej nagości. Powiem wam, że w przypadku paru takich niewstydliwych panienek odniosłem wrażenie, po tym, jak się zachowywały, jak słodko się do mnie uśmiechały, że kręciło je to, iż widzę wszystkie ich intymności. Jakby chciały się nimi pochwalić, a dzięki zwyczajom panującym w naszym domu miały pretekst, aby to uczynić. Były też takie, które okutane tylko w ręcznik, z trudem osłaniający biust od góry i tyłek od dołu, albo wręcz nagie, podbiegały do mnie i zaczynały szczebiotać, licząc na podryw. Nie zdawały sobie sprawy, że widok nagiej dziewczyny to było dla mnie za mało. Mając takie widoki na co dzień, może nie uwierzycie, ale byłem w stanie normalnie z taką roznegliżowaną osóbką rozmawiać. Niektórym koleżankom sióstr zdarzało się niby to zabłądzić do mojego pokoju w tym samym celu, o którym mówiłem, jednak te już były ubrane. Poza jedną, ale o niej będzie dalej. Moje siostry były jednakże czujne i zwykle szybko doprowadzały taką chętną panienkę do pionu. Zwykle, bo jeśli mi się podobała lub któraś siostrzyca uznała, że powinna mi się spodobać, to było inaczej. Wówczas mogłem liczyć na pomoc sióstr w charakterze „swatek”. Zawsze jednak taką sytuację poprzedzała rozmowa w stylu: „...bo wiesz, to moja dobra koleżanka. Jeśli myślisz o niej poważnie, to proszę bardzo, pomogę ci, ale jeśli chcesz ją tylko wykorzystać i zostawić, to nie ma mowy. Nie chcę, aby później cierpiała i mi się wypłakiwała”. Doskonale rozumiałem w tym zakresie siostry. Kiedyś kumpel ...
... powiedział mi, że chciałby upolować Darię. Oczywiście nie wyraził się w ten sposób, ale jego wypowiedź do tego się sprowadzała. Wtedy też palnąłem mu podobną mówkę. Czasami, choć rzadko, siostry próbowały mnie wkręcać, bawiąc się moim kosztem. Większość takich przypadków rozszyfrowywałem, ale raz Dagmarze udało się mnie wkręcić w bliższe kontakty z jej nietypową psiapsiółką. Nie powiem, abym żałował. No tak, to tyle tytułem wstępu. Jeżeli coś mi się jeszcze przypomni, to wspomnę o tym w trakcie opowieści. Pod koniec kwietnia w powietrzu unosił się zapach wiosny i nieuchronnie zbliżających się wakacji. Pierwszych moich „dorosłych” wakacji. Niedawno skończyłem osiemnaście lat. I właśnie gruchnęła wieść, że wujostwo wygrało nagrodę główną w jakimś konkursie firmy produkującej makarony. Nagrodą tą był tygodniowy pobyt w Grecji dla dwóch osób w pierwszych dniach lipca. Ze względów organizacyjnych ten termin najbardziej odpowiadał wujostwu. Dziesięcioletni kuzyn już wcześniej w tym terminie miał zaplanowanie kolonie, podobnie jak starszy jego brat. Pytanie było, czy pojadą tylko rodzice, czy z jednym z rodziców kuzynka Andżelika, zwana Andżelą a przeze mnie „Endżi” na cześć pewnej aktorki, Angie Dickinson, którą oglądałem w pewnym starym westernie „Rio Bravo”. W tym filmie zrobiła na mnie niesamowite wrażenie jako stuprocentowa kobieta. W przeciwieństwie do moich sióstr, kuzynka była taką roztrzepaną śmieszką, niebieskooką, o trudnym do określenia odcieniu włosów. Ciągle toczył ...