-
Schron
Data: 19.01.2023, Kategorie: apokalipsa, poniżenie, sąsiadka, Autor: Man in black
... marszu. – Chryste panie – jęknął – jestem ranny. Mój Boże, on oszalał... Ruszyli na swoją posesję. Mężczyzna opierał się ramieniem o żonę. Każdy krok zdawał się sprawiać mu ogromny ból. Drugą ręką trzymał się za brzuch. Przez palce przelewała się krew. Do drzwi mieli zaledwie trzy metry, kiedy dostrzegli, że Kowalski podniósł się na nogi. Z rany na głowie sączyła się krew, ale zdawał się nie zwracać na to uwagi. Ruszył w ich stronę. Kiedy zbliżył się na wystarczającą odległość, żeby mogli mu się przyjrzeć, Agata zrozumiała, że to już nie jest człowiek. Nie było w nim nic z człowieka. Rysy twarzy miał zniekształcone. To już nie było ludzkie oblicze. Nagle z ulicy nadbiegło dwóch kolejnych. Całą trójką rzucili się na małżeństwo. Agata nie planowała tego. Nie zastanawiała się i nie kalkulowała. Po prostu widząc rozpędzonych, szalonych napastników, puściła męża i rzuciła się do ucieczki. Wskoczyła do domu, zamykając drzwi. Wciąż słyszała ich ryk. Przerażający, mrożący krew w żyłach bełkot przepełniony szaleństwem i nienawiścią. Brzmiał jak obietnica rychłej śmierci w męczarniach. Andrzej w pierwszej chwili nie zrozumiał. Sądził, że żona się potknęła, dlatego upadli. Wystarczyło jednak odwrócić głowę i mógł dostrzec, jak Agata zatrzaskuje za sobą drzwi. Niedowierzanie sponiewierało go równie silnie, co strach. Kroki napastników słyszał już niedaleko. – Aga! – krzyk męża jeszcze bardziej pustoszył jej psychikę. Uświadamiał, że zostawiła go na łaskę losu. Na łaskę ...
... potworów. Strach odebrał jej zdrowy rozsądek. Zredukował do przerażonego zwierzęcia, które nie myśli o niczym, tylko o tym, żeby przetrwać. Ktoś rozbił okno. Nie była już sama w domu. Boże! Andrzej resztkami sił odpierał atak sąsiada. To coś, ta piana, którą tamten toczył z pyska, kapała mu na twarz, budząc obrzydzenie i pewnie, gdyby nie strach, który sprawił, że skurczyły mu się nawet jądra, zwymiotowałby. Miał jednak większy problem. Szaleniec najwyraźniej chciał go ugryźć, a jemu nie starczało już sił do obrony. Mdliło go, ciemniało przed oczami, a mięśnie wiotczały z każdą sekundą. Zamknął oczy niemal pogodzony z własnym losem. Wtedy usłyszał głośny huk. Ktoś strzelał? Mężczyzna zrzucił z siebie bezwładne ciało napastnika i spojrzał w górę. Wystraszył się, ponieważ człowiek, który ściskał w rękach karabin, miał na twarzy dziwną maskę upodabniającą go do świni. Dopiero po chwili opanował rozszalałe myśli i zrozumiał, że to maska przeciwgazowa. Kim był ten człowiek? Nie zdążył zapytać, ponieważ zniknął mu z oczy. Artur ruszył do domu sąsiadów. Pierwszy łach padł jak się patrzy. Wystarczył jeden strzał w głowę. Jesteś dobrym żołnierzem. To był piękny precyzyjny strzał. Pokaż, na co cię stać. Pochwały napawały go dumą. Mężczyzna rozejrzał się i usłyszał wrogie powarkiwania na piętrze. Wycelował lufę i ruszył ostrożnie na górę. Cały czas mierzył przed siebie, szedł na lekko ugiętych nogach. Napięty jak struna. Wszystko jak należy. Zobaczył ich na piętrze. Atakowali ...