-
Schron
Data: 19.01.2023, Kategorie: apokalipsa, poniżenie, sąsiadka, Autor: Man in black
... wyjścia. *** Nie była pewna, ile dni minęło. Artur twierdził, że dwa, ale ona czuła, jakby siedzieli tam cały tydzień. Niewiele ze sobą rozmawiali. Mąż wciąż zdawał się obrażony. Wymielili kilka słów zaledwie parę razy i najczęściej od razu się kłócili. Gospodarz również nie należał do wylewnych. Zdawał się ignorować ich oboje, a w szczególności Andrzeja. Czas w schronie zdawał się ciągnąć w nieskończoność. Siedząc w całkowitej ciszy, była zdana wyłącznie na własne myśli. Można było oszaleć. Co prawda mieli wodę, mieli wszystko, z wyjątkiem normalnego życia. Wydawało się jej, że ubranie zaczyna śmierdzieć. Zapragnęła wziąć kąpiel, ale na myśl, że znowu ma się wbić w przepocone ciuchy, poczuła wstręt. Musiała stąd wyjść i zabrać z domu kilka rzeczy. – Chcę pójść do domu – zaczepiła go, kiedy siedział i czyścił kałasznikowa. – Droga wolna, nie trzymam was tu siłą – ignorował jej obecność. – Posłuchaj, chcę tylko pójść do domu, zabrać ciuchy na zmianę, to wszystko. – Co cię powstrzymuje? – Słucham? – co za palant, pomyślała. Irytujący skurwiel, czego on oczekuje? Że będzie go błagać? – Jak to, co mnie powstrzymuje? Po prostu weź tego swojego gnata i choć ze mną... – A magiczne słowo? – patrzył na nią zadowolony z siebie. Miała ochotę strzelić go w pysk. – Proszę. – Dobra – skończył składać karabin. – Zrób listę, jak będziesz gotowa, daj mi znać. – Jaką listę? – Posłuchaj mnie – wstał, ich twarze znajdowały się blisko siebie. – Czasy, w ...
... których mogłaś żyć swoim beztroskim życiem, właśnie minęły. Teraz trzeba planować, rozumiesz? Jeśli chcesz przeżyć, musisz planować. Zapisz wszystko, co mogłoby się przydać tutaj. Mam na myśli jedzenie i całą resztę, a potem pójdziemy tam z gotową listą, żeby nie tracić czasu. Nie będziemy spacerowali tam i z powrotem, bo czegoś nie zabrałaś, albo o czymś sobie przypomniałaś nagle. Nie zamierzam bez wyraźnej potrzeby ryzykować, że któryś z tych pokurwieńców zrani jedno z nas, bo nikt nam nie przyjdzie z pomocą. Nie ma już pogotowia, nie ma niczego. Rozumiesz? Jesteśmy zdani wyłącznie na siebie. – Rozumiem. Jezu – przewróciła oczami. – Po co te nerwy? – Jeśli nie podoba ci się mój sposób bycia, możesz zabrać swojego mężulka i zawinąć się stąd. Łapiesz? – Łapię – zacisnęła zęby. Przed wyjściem sprawdził kamery. Wydawało się, że najbliższa okolica była czysta. Tamci pojawiali się i znikali, Artur nie mógł odgadnąć, czy kierują się czymś konkretnym, czy po prostu szwendają się po okolicy, w poszukiwaniu pożywienia. Co nimi kieruje, głód, czy tylko chęć mordu? Wyszedł pierwszy, zrobił szybki rekonesans i dopiero skinął na nią. Ruszyli do domu. Biegli przygarbieni. Udzielił jej konkretnych instrukcji, jak ma się zachowywać na zewnątrz. W końcu on tutaj dowodził. Agata postępowała według jego wskazówek. Zauważyła, że facet nie znosi sprzeciwu. Lubi, kiedy się go słucha. Nie miała wyjścia. Dziwak czy nie był ich jedyną szansą na przeżycie. Przynajmniej na razie. Pobiegła do ...