-
Schron
Data: 19.01.2023, Kategorie: apokalipsa, poniżenie, sąsiadka, Autor: Man in black
... chwili. Nie przeprosił. Nie odezwał się w ogóle. Nie mógł. Łzy napłynęły mu do oczu. Nie chciał, żeby widziała jak płacze. Był wściekły. Chyba go poniosło. Był zły na siebie, na nią, na cały świat. Dlaczego? Bo wszystko się spieprzyło, bo był przykuty do łóżka. Był udupiony, bezradny, a wokół jego żony kręcił się przypakowany sterydami skurwiel. Wszystko było nie tak. Przypomniał sobie tamtą chwilę, kiedy go zostawiła na podjeździe. – Zostawiłaś mnie, suko – czy tylko mu się wydawało, czy zabrzmiał piskliwie, jak baba? – Przeprosiłam już, ile razy mam cię przepraszać? – Ile będzie trzeba. – Kładę się spać. Dobranoc. – spała na osobnym łóżku. W tym pomieszczeniu było ich w sumie cztery. Z powodzeniem pomieściłoby się tutaj kilkanaście osób, bez deptania sobie po piętach. Miała gonitwę myśli. Andrzej się zmienił. Coś mu się przestawiło w głowie. Dziwisz się? Zostawiłaś go i uciekłaś. Zdradziłaś go. Jesteś nikim. Nieprawda, nie mogła się pogodzić z takim postawieniem sprawy. Zresztą przeprosiłam, Boże kochany, nie zniosę tego dłużej. Jeśli on będzie mi to wypominał przy byle okazji, nie wytrzymam tego. Zacisnęła powieki, próbując zasnąć. Niestety, nie było to takie łatwe. Właściwie, to dlaczego miałabyś robić sobie wyrzuty? Pomogłaś mu, kiedy tamten wariat się na niego rzucił. Pomogłaś mu również dojść do domu. Nie twoja wina, że jest taką cipą. Apokalipsa ledwie się rozpoczęła, a on już potrzebował pomocy? Cholerny nieudacznik. Kobieta odwróciła głowę i ...
... spojrzała na męża. W ciemności widziała tylko ciemną plamę. Kiedyś, w poprzednim życiu, Andrzej był zaradny i pomocny, ale teraz? Reguły gry uległy zmianie. Teraz stawał się balastem. *** Dni mijały jeden po drugim. Nie różniły się od siebie niczym szczególnym. Andrzej wyraźnie podupadł na zdrowiu. Zmieniała mu opatrunek, ale nic więcej nie mogła zrobić. Gorączkował wieczorami i nad ranem. Wyposażenie apteczki nie było zbyt imponujące. Zaskoczyło ją to, skoro Artur był tak zapobiegliwy. Najgorsze było to, że zużyła sporo gazy i bandaży na opatrunki dla męża. – Powinniśmy pojechać do apteki, musimy się zaopatrzyć w więcej gazy, bandaży i w ogóle – zaproponowała tuż po posiłku. – Nie boisz się? – Boję się, ale to konieczne. – Możemy pojechać, przyda się małe rozpoznanie, jak wygląda sytuacja w okolicy. – Zgodził się z nią. – Kiedy ruszamy? – Zaraz po zmroku – odłożył brudne naczynia do zlewu. – Na razie, weź to pomyj. Poczuła się dotknięta. Jak śmiał tak ostentacyjnie jej rozkazywać? Spojrzała na Artura twardym, nieustępliwym wzrokiem. Dotychczas to wystarczało. Nie koleżanko, usłyszała wewnątrz głowy. Twoje spojrzenie wystarczało na Andrzeja, a teraz masz do czynienia z twardym sukinkotem. To jakbyś strzelała z procy do czołgu. – Nie traktuj mnie w ten sposób. – Niby w jaki? – spojrzał zaciekawiony. – W taki chamski... nie traktuj mnie jak szmaty – kątem oka dostrzegła w oddali, że Andrzej im się przygląda. Tymczasem mężczyzna podszedł do niej. ...