-
Schron
Data: 19.01.2023, Kategorie: apokalipsa, poniżenie, sąsiadka, Autor: Man in black
... Bardzo blisko. Czuła jego naturalny zapach. – Gdybym cię traktował jak szmatę, powycierałbym tobą podłogę. – Co chcesz przez to powiedzieć? – spuściła z tonu. Dlaczego sukinsyn tak się przystawiał? Chyba czuła jego biodro. – Nie udawaj głupiej – ściszył głos. – Gdybym był tym, za kogo mnie bierzesz, już dawno bym cię zerżnął na oczach twojego męża, rozumiesz? – Dlaczego miałbyś... – zabrakło jej słów. Poza tym wolała nie prowokować go niczym więcej. – Posłuchaj – żałowała, że nie mogła się cofnąć. – Po prostu jedźmy do tej pieprzonej apteki. Ok? – Ok – wycofał się. Zanim wyszli, zrobił jej przyspieszony instruktaż obsługi kałasznikowa. Pokazał wszystko, co powinna wiedzieć. Ustawił broń na strzelanie pojedyncze. Do magazynka zdecydował się włożyć jedynie pięć naboi. Nie mógł jej ufać. Nikomu nie mógł ufać. Przed wyjściem przykuł Andrzeja do ściany. – Co robisz człowieku? – mężczyzna wystraszył się, zerkając to na żonę, to na Artura. – Wybacz, to kwestia ograniczonego zaufania. Nie chciałbym się zdziwić po powrocie, że schron jest zamknięty od wewnątrz. – Zwariowałeś? – Według ciebie, owszem. – Co? – Artur zignorował go, po prostu odwrócił się i ruszyli z Agatą do wyjścia. Skąd on wiedział, co o nim myślał, przed tym wszystkim? To chyba oczywiste, twoja żona musiała mu się zwierzyć. Szarpnął się kilka razy, ale jedyne co wskórał, to ból rozlewający się w brzuchu. Więc tak to teraz wygląda? Wychodzą, siedzą gdzieś sobie, a ona wypłakuje mu ...
... się w ramię? Opowiada o ich życiu i problemach? Poprawka człowieku, założę się, że najpierw się pieprzą. Później rozmawiają. Wybacz stary, ale tak to widzę. Leżą spoceni, ona trzyma głowę na jego piersiach i opowiada, jakim byłeś złym mężem, kochankiem i człowiekiem. Nie, potrząsnął głową. To nie może być prawda. Nienawidzę ich. Nienawidzę ich oboje. *** Blok, w którym mieszkał Bartek, wyglądał tragicznie. Na podłodze i ścianach co rusz, majaczyły plamy krwi. Niektóre drzwi były otwarte, na pastwę przeciągów i szwendających się odmieńców. Zabarykadowali się w jego mieszkaniu. Byli tam bezpieczni. Karolinie, dał ubrania zmarłej przed rokiem matki. Okazało się, że pacjentka szpitala psychiatrycznego uwielbiała się kąpać. Potrafiła siedzieć w wannie całymi godzinami. Po półtora tygodnia – chyba tyle minęło, nie był pewny – zaczęło się kończyć jedzenie. Chłopak miał świadomość, że prędzej czy później, będą musieli wyjść i poszukać czegoś. Marzył o kurczaku z frytkami. Na razie, zmniejszał codzienne racje. Obudziła go w nocy. Poczuł, że głaszcze go po przyrodzeniu. Zanim na dobre się rozbudził, penis sterczał niczym maszt. Miała delikatne dłonie, aż dziw brał. Potrafiła gładzić prącie w taki sposób, że przeszywał go prąd. Szczególnie kiedy czuł opuszek palca, którym wodziła wzdłuż nabrzmiałej żyły. Zsunęła skórę napletka, pośliniła palec i zaczęła zataczać małe kółeczka na czerwonej główce. – Swędzi – szepnęła, pocierając udami. Zawsze tak robiła, kiedy miała ochotę na ...