-
Schron
Data: 19.01.2023, Kategorie: apokalipsa, poniżenie, sąsiadka, Autor: Man in black
... przy której do niedawna prowadzili zupełnie normalne życie i skierowali się na południe. Po drodze zauważyła kilka postaci, co do których nie miała wątpliwości. Snuli się po okolicy, choć miała wrażenie, że nocą, są trochę wolniejsi. Chciała wierzyć, że tak właśnie jest. Po trzech kilometrach zatrzymali się przy chodniku. Przed sobą mieli majaczący w ciemności rząd kamieniczek. Apteka znajdowała się w jednej z nich. Drzwi były zamknięte. Artur rozbił szybę. Zastanawiał się, czy włączy się alarm, który mógłby sprowadzić odmieńców. Na szczęście nic takiego się nie stało. Weszli do środka, włączając latarki. W aptece nie było trupów, tylko ślady walki, ewentualnie skutek szabrownictwa. Na podłodze leżało trochę szkła, jedna z szafek była przewrócona. Złapał plecak i kazał sobie oświetlać poszczególne regały. Pakował wszystko, zgarniając wprost do plecaka. – Zaczekaj – Agata odszukała podpaski i wrzuciła ich całą masę Zrobiła się przy tym czerwona, na szczęście było zbyt ciemno, żeby to dostrzegł. Mężczyzna właśnie się pochylał nad najniższą półką, kiedy do ich uszu dobiegł szmer. Kobieta usłyszała wyraźnie, że ktoś nadepnął na okruchy szkła leżące na podłodze. Odruchowo, nie zastanawiając się kompletnie nad tym, co robi, wycelowała przed siebie i strzeliła. Artur podniósł się i spojrzał na nią. Coś ciężkiego upadło na podłogę. – Do kogo kurwa strzelasz? – Ktoś tam był... – czuła się oszołomiona i ogłuszona. – Chcesz nam ściągnąć na głowę bandę oszalałych ...
... skurwysynów? – Nie... ja tylko... Mężczyzna ruszył przodem, celując przed siebie. Po chwili stanął i spojrzał w dół. Agata zrobiła kilka kroków i skierowała światło na podłogę. Leżał tam mężczyzna. Starszy facet w garniturze. Z całą pewnością nie był żadnym odmieńcem. Na piersiach miał plamę krwi, ale wciąż żył. Patrzył na nich nierozumiejącym wzrokiem. Walczył o oddech. – Po cholerę go zabiłaś? – nie powiedział tego, ale był pełen uznania dla jej umiejętności strzeleckich. Nawet jeśli to tylko kwestia szczęścia, dobrze mieć koło siebie kogoś takiego. – Myślałam, że... – znowu doznała uczucia, że opuszcza własne ciało. To nie mogła być prawda. Nie zabiłaby przecież niewinnego człowieka. – Myślenie nie jest twoją mocną stroną, co? – widział jej zagubiony wzrok. Był z niej dumny, ale obrażanie rudzielca, sprawiało mu przyjemność. – Zabij go i tak mu nie pomożemy. Niech się nie męczy. – Zwariowałeś? – Czy to jej słowa? Nie, przecież ona unosi się gdzieś pod sufitem. Patrzy na zajście z obojętnością bezstronnego obserwatora. Nie widzi mordercy, tylko wystraszoną kobietę z kałasznikowem. – Ja? To ty go rozwaliłaś. Popatrz na jego klatkę piersiową – leżący mężczyzna próbował podnieść rękę, ale nie miał siły. – Zrobisz, co zechcesz. Ja się zbieram. Ale on może tu zdychać godzinami, chcesz tego? Zostawił ją. Wyszedł. Agata spojrzała na leżącego. Łzy zapiekły ją pod powiekami. Przecież tak nie można. To nie zwierze, tylko człowiek. Nie możesz go tak po prostu... ...