1. Schron


    Data: 19.01.2023, Kategorie: apokalipsa, poniżenie, sąsiadka, Autor: Man in black

    ... Nowy porządek, nowe zasady. Usłyszała zimny, zdecydowany głos. Dobij go. Nikt mu już nie pomoże. Nikt cię za to nie ukarze. Takie są teraz reguły. Przeżyją jedynie najsilniejsi. Ty jesteś silna. Agata zastanawiała się, czy to jej własne myśli? Bierz się do roboty suko. Wymierzyła i wzięła kilka głębszych wdechów. Uspokój się dziewczyno. Powtarzała w myślach. Skończ ten cyrk i spieprzaj do schronu. Pociągnęła za spust.
    
    Wyszła na ulicę. Nie wybiegła, po prostu wyszła. Oczy już miała suche. Artur stał na chodniku. Składał się do strzału. Od zachodu zbliżało się kilkanaście postaci. Jednak nie byli tak wolni, jak sądziła jeszcze przed chwilą. Napastnicy rzucili się biegiem w ich stronę. Usłyszała strzał. Jeden, później drugi. Wskoczyli do samochodu i ruszyli. Kierowca przejechał kilkadziesiąt metrów i nagle zatrzymał się. Spojrzał na nią. Wrzucił wsteczny i zawrócił.
    
    – Co robisz?
    
    – Trzymaj się – krzyknął. Ruszył z całą mocą. Prosto na bandę nadbiegających szaleńców. Po chwili usłyszała nieprzyjemny dźwięk. To ciała odbijające się od maski samochodu. – Dawać skurwysyny! – wrzasnął. Jeden z potrąconych uderzył w szybę. Pojawiła się rysa. Kobieta pisnęła.
    
    Znowu ujechali kilkadziesiąt metrów, zawrócił i zatrzymał się. Zdezorientowani napastnicy, ci, którzy przeżyli, rozglądali się dookoła. Artur wyskoczył z szoferki. Krzyknął na nią, więc wyszła. Stanęli obok siebie. Przestawił jej kałasznikowa na ogień ciągły. Włożył nowy magazynek, stary chowając do kieszeni. Oczy ...
    ... mężczyzny lśniły. Być może z nadmiaru adrenaliny, niewykluczone jednak, że z szaleństwa. Nie była pewna, zresztą ją też nosiło. Czuła krew płynącą w żyłach, z prędkością Pendolino. Coś rozsadzało ją od wewnątrz. Zmuszało do działania. Nie chciała tylko stać i patrzeć. Zapragnęła stać się pełnoprawnym uczestnikiem wydarzeń. Wymierzyli w dziką hordę, która była coraz bliżej. Świat widziany z perspektywy muszki i szczerbinki był zaskakująco fascynujący. Była oszołomiona, ale nagle poczuła moc. Mogła decydować o czyimś życiu lub śmierci. To jak pieprzony narkotyk.
    
    – Ognia! – wrzasnął i kałasznikowy przemówiły swoim językiem. Językiem nieznoszącym sprzeciwu. Szybkim, nerwowym i ostatecznym. Tych słów, nie można było cofnąć.
    
    Wydobywające się z lufy rozbłyski ognia oślepiły ją przez ułamek sekundy. Broń szarpnęła się jak narowisty koń, ale opanowała ją. Pasek miała owinięty wokół lewego przedramienia, tak jak jej pokazał. Zaskakująco szybko skończyła się jej amunicja, jednak zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, odpiął pusty i podpiął pełny magazynek. Znowu wycelowała. Karabin kopał, szarpał się i pluł ogniem. Widziała ciała, kłębowisko bezradnych dzikusów, których kosili jednego po drugim. Dopiero po chwili uświadomiła sobie, że krzyczy. Zrobił się potworny hałas, powietrze pulsowało, kule cięły je ze świstem. Roztrzaskiwały kości ofiar. Była w euforii. Oboje byli.
    
    Nastąpiła cisza. Stali patrząc przed siebie, dopóki Artur nie spojrzał na swoją towarzyszkę. Ich wzrok skrzyżował ...
«12...192021...31»