-
Schron
Data: 19.01.2023, Kategorie: apokalipsa, poniżenie, sąsiadka, Autor: Man in black
... jesteś mokra jak niewyżęta szmata. Zaciągnęła się papierosem. Ależ jej smakował. Kiedy już byli w schronie, postawili kartony z alkoholem i papierosami na półce. Artur uwolnił Andrzeja. Kobieta rozebrała się i wsunęła pod koc na swoim łóżku. Mąż nic nie mówił, ale miała to gdzieś. Była nabuzowana. Czuła się niesamowicie nakręcona. Przypomniała sobie scenę z apteki, później to, co zrobili na ulicy. Spisałaś się na medal, usłyszała. Twarda z ciebie suka. I jaka zaradna. Pamiętaj, nie musisz nikogo za nic przepraszać. Oczywiście, że nie muszę, zgodziła się i wyszła z łóżka. Poszła do łazienki. Pod prysznicem stał Artur. Był nagi. Właśnie namydlał całe ciało. Nie wiedziała, dlaczego nie wyszła od razu. Po prostu stała, aż zorientował się, że ktoś mu się przygląda. Odwrócił się. Jego męskość zwisała między nogami. Przez chwilę przyglądała mu się bez słowa. – Co jest? – zapytał. Był taki arogancki, pewny siebie. W ogóle się nie wstydził. Nie krępowała go jej obecność – Mógłbyś się zamknąć, skoro bierzesz prysznic. – Mógłbym, ale jestem u siebie. Nie była pewna czy to jej wyobraźnia, czy męskość Artura zaczęła sztywnieć. Przez chwilę wpatrywała się jak zahipnotyzowana w jego przyrodzenie. Irytował ją wyraz twarzy mężczyzny. Był pewny siebie, uśmiechnięty, jakby czekał, aż mu obciągnie. Wyszła z łazienki i wróciła pod koc. To on musi poprosić. Nie ona. Ta noc była całkowicie szalona. Zabiła... sama nie była pewna, ilu ich było. Zabiła sporo tych odmienionych ...
... popaprańców. Wciąż była nabuzowana. Do tego ta scena spod prysznica. Bezwstydny gnojek. Przecież sama widziałaś. Koleś nie ma się czego wstydzić. Oczami wyobraźni zobaczyła twardniejące przyrodzenie. Znowu miała namydlonego kutasa przed oczami. Poczuła ogromne mrowienie między nogami. Pocieranie udami nic nie pomagało. Wyszła spod koca i zapaliła lampkę naftową. – Śpisz? – usiadła na łóżku męża. – Nie, bo co? – ten obrażony ton... irytowało ją to, ale potrzebowała go. Potrzebowała go. Wsunęła dłoń pod koc. Szybko odnalazła klejnoty męża. Masowała je tak długo, aż stanął mu na baczność. – Czas, żebyśmy się pogodzili... – szepnęła. Nie odpowiedział. Niezrozumiała dla niej duma, nie pozwalała mu się odezwać. Nie ważne. Wystarczyło, że przemówił jego kutas. Prężył się w dłoni jak młody rekrut podczas musztry. Zawsze stawał, kiedy tego chciała. Spróbowałby nie, uśmiechnęła się pod nosem i spojrzała w kamerę. Ten gnojek pewnie sądzi, że jej nie zauważyła. Od początku miał ich na podglądzie. Zrzuciła koc, odsłaniając przyrodzenie. Chwilę patrzyła na penis, przeniosła wzrok na kamerę, oblizała usta i pochyliła się. Niech teraz patrzy, co go ominęło. Mogła obciągnąć właśnie jemu. Była na to gotowa. Jego sprawa. Wsunęła członek w usta. Artur usiadł przed monitorem. Przełączył na drugi rejestrator. Dotychczas żadne z nich nie zorientowało się, że w schronie również znajdują się kamery. To nawet lepiej. Obraz nie był najlepszej jakości, ale w zupełności wystarczał. Kiedy ...