-
Wszystkich Świętych, dwa znicze
Data: 27.01.2023, Kategorie: nauczycielka, cmentarz, fraszki, pończochy, motocyklista, Autor: historyczka
... burzy. Pamięta jak pomyślała wówczas: Bo trudno znaleźć dostatecznie dobrane słowo, by oddać zaangażowanie chłopca, z jakim napierał na łono Marty. Pamięta kolejne skojarzenie. Wydawało jej się, jakby miał przerżnąć ją na wylot… Nigdy wcześniej, ani nigdy później, nie przeżyła niczego podobnego… Jednak po tym co zaszło, już nigdy z nim się nie spotkała. Dobitnie dała mu do zrozumienia, że jej praca pedagoga wyklucza romansowanie z uczniem. Łukasz miotał się, jak obłąkany. Groził, że się zabije. Dlaczego ona to zbagatelizowała?! Jak mogła, skoro znała jego upór i wrażliwość. Powinna przewidzieć konsekwencje jego urażonych ambicji! Stało się. Nie miał szans w czołowym zderzeniu z tirem. Nawet jakby nie miała za złe dwóm starszym kamratom Łukasza, którzy na motorach zajechali jej drogę, gdy wracała ze szkoły do domu. Zaciągnęli ją w krzaki i tam obaj brutalnie zgwałcili, nie zostawiając złudzeń, że to zemsta za kompana. Nawet specjalnie się nie broniła. Wydawało jej się wręcz, że to dłonie Łukasza w rękawicach motocyklisty zadzierają jej spódnicę. Że to, jakby Łukasz wchodzi w nią i ją wypełnia. Że zielsko, na którym ją biorą, pachnie jak siano wówczas w stodole. Byli bezpardonowi, bo chcieli tacy być. Bezlitośnie ugniatali pośladki i piersi. Wchodzili w nią tak, żeby ich pchnięcia sprawiały ból. Ale nie sprawiały. Wydawało jej się, że teraz sama oddaje się Łukaszowi. Jakby starała się coś zrekompensować. Pchnięcia przyjmowała z maksymalną uległością, ...
... zdając się mówić: "jestem wasza, posiądźcie mnie, jak chcecie, możecie mnie wyruchać jak sukę". Jęczała głośno, prawie tak jak wtedy w stodole. Kiedy siekli jej pośladki sążnistymi klapsami i syczeli: - Wiesz suko, że zachowałaś się, jak ostatnia dziwka! Wyszeptała: - Wiem, gorzej niż ostatnia dziwka… zróbcie ze mną co chcecie. Teraz płakała, drżącymi dłońmi zapalając znicz. Wspomnienia odurzyły ją. Szła przed siebie, niewiadomo gdzie, jak w malignie. Jakby traciła kontakt z rzeczywistością, jakby rzeczywistość mieszała się z przeszłością. Nawet nie zdawała sobie sprawy, że zabrnęła w północno-zachodni róg cmentarza. Wtem dostrzegła przed sobą dwie postacie. Niższą, nieco korpulentną i wyższą, szczupłą. - O matko! To przecież Wincenty i Łukasz! Postąpiła ku nim kilka kroków, a oni ku niej. - Wiem! Wiem, że źle zrobiłam! To straszne! Zachowałam się wobec was podle i teraz to wy macie pełne prawo tak samo zachować się wobec mnie. Postacie milczały. - Możecie zrobić ze mną, na co tylko macie ochotę! Chcecie mnie zerżnąć?! Tak ostro jak wtedy?! Proszę… należy wam się! Postąpiłam jak dziwka, to teraz wam dam. Jak dziwka! Zachowywała się jak opętana. Oparła się o grobowiec i podciągnęła spódnicę. Zdało jej się, że dłonie Wincentego obłapiają piersi, a Łukasza buszują pod spódnicą. - Jestem wasza! Róbcie ze mną, co chcecie! Gdy przyjrzała się ich twarzom, otrzeźwiała w okamgnieniu. Gębę niższego zdobiła znajoma skądś szrama, nad okiem ...