-
Nie zapomnę
Data: 29.01.2023, Kategorie: wspomnienia, kochankowie, nostalgia, Autor: draco79
... Pamiętam, bawiło nas też picie wina z genitaliów, tyle, że szybko brakło kasy na takie zbytki, ale dzięki temu odkryliśmy złoty deszcz. Nigdy nie zapomnę tego ironicznego grymasu, gdy stała nade mną oblewając moją pierś swoim delikatnie ciepłym moczem. Często mówiła, że jest ciekawa seksu z inną kobieta, więc to chyba ona w końcu sprowadziła te siksy. Nie wiem czy im płaciła, czy rzeczywiście były to jej koleżanki. Nigdy w to nie wnikałem. Oczywiście musieliśmy wyjechać z tej dziury. Rozstaliśmy się w czarną, smutną noc. Zatrzymaliśmy nasz samochód przed małym miasteczkiem przy ruskiej granicy. Tam już został. Obydwoje uznaliśmy, że tak będzie najlepiej. Odwróciła się, gdy odchodziłem. Spotkamy się przecież jutro - zdążyłem usłyszeć. Wróciłem do Warszawy. Pracowałem przez pewien czas w wielkiej korporacji. Przeliczałem miliony dołków, zbierając z tego jedynie ochłapy. Z resztą nigdy nie polubiłem tej roboty i pewnego dnia po prostu nie trafiłem do biura. Pojechałem do Krakowa. Zawsze lubiłem to miasto, no i udało mi się załapać tam na przyzwoitą prace. Z biurem przy Floriańskiej. Miałem sporo kasy i mnóstwo wolnego czasu, lądowałem więc co jakiś czas z jakąś turystką Pod Różą czy w Polskim. Obowiązkowy spacer nad Wisłą, Wawel, rundka po przyrynkowych knajpkach. Zawsze dużo alkoholu i mądre rozmowy o niczym. Skutkowało za każdym razem. Niezależnie od wieku, wagi czy kolory włosów. Przynajmniej miałem kogoś do łóżka na noc. Po pewnym czasie zrozumiałem, że ...
... przez cały ten czas byłem sam. Z przeszłością, która nieustannie nosiła jej imię. Słońce konsekwentnie nagrzewało pościel. Poduszki zaczęły mnie uwierać. Myśli rozsądzały głowę. W chwilę potem byłem już na drodze. Rozpadało się na dobre. Deszcz zalewał mi buty. Przez chwile zastanawiałem się czy popłaciłem wszystkie rachunki i zdecydowałem, że spokojnie mogę jechać przed siebie. Znalazłem ją w podłej knajpie ze striptizem. Wstąpiłem tam na piwo. Najwyraźniej była już popularna. Tłum spoconych facetów otaczających niewielką scenę bez żenady trzepał swoje ruchy kiedy tańczyła. Zauważyłem, że nader chętnie podchodziła do gości wymachujących forsą. Przy jednych przystawała na chwile, przy bardziej dzianych przyklękała nieco dłuższy czas. Pod koniec występu z wymęczonych kieszeni posypały się w jej kierunku banknoty. Gdy uzbierała ich już wystarczająco dużo, położyła się na scenie i wyciągnęła wibrator. Widziałem, że krzyczy. Oczywiście nikt w tej wrzawie nie mógł tego słyszeć. Oprócz mnie. To był ten krzyk, który uciszał kiedyś ptaki w lesie. Cały czas patrzałem na jej twarz, tak wyraźna w ostrym świetle reflektorów. Czy takie jak ona kiedykolwiek się starzeją? Nad ranem tłum zaczął się przerzedzać. Pomyślałem, że na mnie też czas, gdy zza pleców usłyszałem: jak masz na imię milutki? Mruknąłem coś pod nosem - ona pilnie studiowała każdy rys mojej twarzy. Muszę przyznać, że czułem się bardzo nieswojo. Nagle schyliła się by związać mi sznurówki. Podnosząc się ...