-
Nie zapomnę
Data: 29.01.2023, Kategorie: wspomnienia, kochankowie, nostalgia, Autor: draco79
... spinkę mojego prawego rękawa i najbardziej niepostrzeżenie zagłębiła swoje długie paznokcie w zakamarkach mojej koszuli. Gdy zaczęła sięgać dalej i dalej aż do łokcia wykonałem ruch tak, jak odpędza się bardzo natrętną muchę, ale było za chłodno na muchy i ona to wiedziała i ja też, więc żeby jej nie urazić odpiąłem drugą spinkę, choć to było całkiem nieistotne i podwinąłem rękaw, i to też było całkiem nieważne, gdy położyłem swoją prawą dłoń na jej lewym, lewym powiadam kolanie, a jej kolano nie drgnęło, trwało... i coraz wyżej, wyżej i och jak pięknie, jak radośnie drgnęła moja ręka prawa, ręka a właściwie dłoń, a dokładniej palce, a żeby nie być kłamcą opuszki palców rozumiały się bardzo dobrze z jej gładką coraz wyżej wyżej... a jej gładkość lgnęła do mnie i była coraz bardziej gładka, gdy moje palce, a może raczej opuszki palców otwierały ją przede mną drżącą i pachnącą. A gdy jej gładkość osiągnęła mą męskość, to drgnęło i wyżej coraz wyżej... i mocniej coraz mocniej czułem jej gładkość gdy niżej coraz i niżej, aż do poziomu o 90 stopni w dół. Było trochę twardo ale jej gładkość wynagradzała mi wszystkie twardości i rytmicznie na 2/4 raz dwa raz dwa raz tańczyła, może raczej balansowała całą swoją gładkością i była ponad, gdy ulegała temu czemuś. A jej oczy spały, a może raczej śniły, gdy to coś a jej miękki i wilgotny szukał we mnie cienia i znajdywał głęboko, gdy jej długie bardzo ...
... długie paznokcie gniotły moją świeżo wyprasowaną koszulę, ale jej gładkość wynagradzała mi wszystkie zagniecenia, a jej długie ciemne, a może jasne zresztą mogły być też rude włosy łaskotały moją twarz. W świetle świec nie widziałem, nie rozróżniałem kolorów tylko, a może aż kształty i szybciej coraz szybciej tańczyła, a raczej balansowała całą swoją gładkością ulegając temu czemuś i coraz bardziej śliska tańczyła, a raczej jej kształt nade mną, bo świece nie pozwalały mi zobaczyć jej twarzy i tylko czułem jej miękki i wilgotny, jak szuka schronienia coraz natarczywiej, a jej zęby sprawiały mi ból, ale jej gładkość wynagradzała mi wszystkie bóle, a jej oddech śpiewał głośniej i głośniej aż nagle zamilkł i tak przez chwilę, a może więcej niż przez chwilę jej miękki i wilgotny uwalniał się z niewoli labiryntu moich warg i o 90 stopni aż do pionu, a jej gładkość zamknęła się przede mną i tylko jeszcze przez klika, a może przez kilkanaście sekund zresztą może nawet przez minutę łapała normalny oddech zamykając się skrupulatnie. Jeszcze tylko opuściła uniesioną wcześniej woalkę, a ja spoglądałem na nią, a może raczej na jej kształt, bo świece nie dawały koloru tylko usłyszałem jeszcze zanim wykonała ruch dłonią i wstała, i wyszła. Jej cichy naprawdę cichy pastelowy szept - do siebie? a? może? do? tego? dla? którego? tutaj? siedziała? ledwie strzęp ale pamiętam dobrze - ... niech będą dzięki